Przejdź do głównej zawartości

Śródka Młyn

Jakiś czas temu trafiłem na artykuł-wywiad Jakuba Łukaszewskiego z poznańskiej Gazety, przeprowadzony z Markiem Nowakiem i Piotrem Luczysem. Linkująca tekst Ola Hac (od Joasi Erbel zresztą) napisała jedno: "Brzmi znajomo?". Owszem, brzmi -- od pierwszych słów. Brzmi aż nazbyt brutalnie znajomo, w związku z czym wszystkie całe 3 osoby, które przynajmniej zaznaczyły fakt zwrócenia uwagi na tekst przez naciśnięcie facebookowego "like" (oraz Ula Niziołek-Janiak, która "podzieliła się" tekstem u siebie), ograniczyli się do tego internetowego gestu, nie pisząc ani słowa. A przepraszam, będąc uczciwy zaznaczę -- Ula wypisała dwa zdania odnoszące się do [zresztą sami zgadniecie czego], pytając jak zwykle o rozwiązania*. Nikt nie odpisał. Żeby już nie męczyć, zacytuję wstępniak. Nawet bez zagadki, bo Łódź nazbyt dobrze zna powtarzające się hasła i umiejscowi je w przestrzeni miejskiej.
- Miasto rzuciło hasło "Śródka dobrym miejscem dla artystów" i zaczęło mówić o rewitalizacji dzielnicy [1]. 

Jeżeli ktoś chce zapoznać się z przykładem poznańskiej Śródki i tego, dlaczego -- zdaniem przepytywanych -- wskutek podjętych przez miasto działań "(...) tylko rosną czynsze, a nikomu nie żyje się lepiej (...)", zachęcam do lektury podlinkowanego tekstu. Ja jednak chciałbym skupić się na fragmencie, który najbardziej we mnie uderzył, dając jednocześnie "w twarz" łódzkim "planom rewitalizacyjnym" Księżego Młyna.
Ale w dzielnicy pojawili się poznaniacy z różnych zakątków miasta, a o to przecież chodziło. 
M.N.: Mogłoby się wydawać, że dzielnica odżyła, prawda? Tyle że artyści i konsumenci kultury po akcji zniknęli, a problemy śródczan pozostały te same. A oni mają proste oczekiwania. Chcą więcej zieleni, chodniki mają być proste i niezastawione samochodami.
P.L.: Odnowienie terenu powinno wiązać się ze wzrostem poczucia bezpieczeństwa mieszkańców. Miasto zamontowało więc monitoring. Ale z badań wynika, że śródczanom kamery przeszkadzają. Wolą częstsze wizyty patroli straży miejskiej. Wystarczyło ich zapytać. [1]

"(...) a problemy śródczan pozostały te same" to zwrot, na dźwięk którego władzom Łodzi powinno zapalić się czerwona lampka. Ktoś już jednak dawno potłukł czerwony klosz, zabrał żarówkę a włączony impuls elektryczny może co najwyżej zdrowo kopnąć śmiałka sprawdzającego, czy nadal działa...

25 sierpnia zeszłego roku odbyła się prezentacja raportu kończącego projekt "Nasz Księży Młyn", realizowanego za pieniądze warszawskiej Fundacji Stefana Batorego przez łódzki oddział Towarzystwa Opieki nad Zabytkami. Wydarzenie tak mocno rozminęło się z moim postrzeganiem czasoprzestrzeni, że na raport kończący trafiłem dopiero ostatnio, przypadkiem, przeglądając wpisy Gosi Hanzl ("Nasz Księży Młyn i Mistrzowie Codzienności"). Swoją drogą -- zapewne część z Was dopiero z tego wpisu dowie się o nim, w związku z tym także tutaj linkuję do jego elektronicznej wersji. Chociażby ze względu na nazwiska kilku osób, które użyczyły swojego merytorycznego głosu do opisu księżomłyńskiej rzeczywistości, warto się zapoznać.

Znamiennym jest, że już w pierwszych słowach raportu wspomniana wyżej Gosia pisze (podkreślenia własne):
Projekt będący przedmiotem niniejszego raportu dotyczy działań związanych z rewitalizacją dawnego   osiedla   przyfabrycznego   Zjednoczonych   Zakładów   Karola   Scheiblera   i   Ludwika Grohmana, przy czym podmiotem projektu jest społeczność lokalna. Jest to zgodne z założeniami teoretycznymi   programów  rewitalizacji   dla   których   podmiotem winna   być   społeczność   ulicy, kwartału,   dzielnicy,  miasta,   a   działania   ożywiające   przestrzeń   powinny  wypływać   z   inicjatyw lokalnych. Rolą sektora publicznego - co w odniesieniu do Księżego Młyna dotychczas nie miało miejsca -  winno być wspieranie  tych  inicjatyw za pomocą różnych  instrumentów [2].

Wydaje się, że z tego jednego zdania wyczytujemy to wszystko, o czym zapomniały władza Poznania podejmując działania, mające -- w ich mniemaniu (?) -- stanowić proces rewitalizacyjny Śródki.

Jak bardzo od rzeczywistości oderwały się władze Łodzi wskazać można na przykładzie realizacji uchwały Rady Miejskiej w sprawie ustalenia kierunków działania dla Prezydenta Miasta Łodzi w zakresie przygotowania zintegrowanego programu rozwoju terenów Księżego Młyna „Księży Młyn 2016”. Pod koniec lipca 2011 roku (dla tych, którzy nie zauważyli -- ponad rok po przyjęciu przez Radę Miejską uchwały ws. Księżego Młyna) prezydent wydała zarządzenie powołujące Zespół ds. rewitalizacji Księżego Młyna. Jak przystało na solidny proces rewitalizacyjny, w zespole znaleźli się wszelkiej maści urzędnicy -- od wiceprezydent, po dyrektorów, głównych specjalistów aż do młodszego referenta. Oczywiście inne osoby (w tym mieszkańcy... ups, przedstawiciele mieszkańców, wymienieni w zarządzeniu zapewne jako last but not least) są dopuszczeni do prac w zespole na zasadzie zapraszanych "innych osób". Mimo dwukrotnej nowelizacji zarządzenia (ostatnia nowela pochodzi z 19 grudnia 2011 roku) nie zdecydowano się na zmianę tego "kuriozum rewitalizacyjnego".

Projekt programu rewitalizacji, który miał ukazać się do końca stycznia tego roku, jest już podobno gotowy. 21 stycznia 2012 r. informacja od Oli Hac, że na Księżym Młynie nie będzie w tym roku remontów [3]. Z kilku ciekawych fragmentów, które prześwitują w tekście łódzkiej gw, można wyczytać m.in.
Z konkretów w programie można jeszcze wymienić pomysł stworzenia na pustej działce przy ul. Fabrycznej 17a parkingu oraz organizowanie przynajmniej jednego konkursu rocznie na dofinansowanie wydarzenia kulturalnego organizowanego na Księżym Młynie [3].

Jedynym światełkiem w tunelu jest informacja z ostatniego zdania, że program -- przed przedstawieniem Radzie Miejskiej -- zostanie poddany konsultacjom społecznym. Wreszcie będzie chwila na to, żeby mieszkańcy Księżego Młyna powiedzieli, czego naprawdę im potrzeba (o ile będzie im się chciało mówić to po raz kolejny). Zresztą podziwiam ich za to, że nadal im się chce. Chyba.


* Ulu, zawsze pytasz o rozwiązania. Cenię to w Tobie i chcę, żebyś o tym wiedziała.

Źródła:
[1] Jakub Łukaszewski, Dlaczego Śródka zamiast ożywać pustoszeje?, Gazeta.pl Poznań, 24.01.2012 [dostęp: 28.01.2012];
[2] Towarzystwo Opieki nad Zabytkami Oddział w Łodzi, "Nasz Księży Młyn" -- raport [dostęp: 28.01.2012].
[3] Aleksandra Hac, Na Księżym Młynie nie będzie w tym roku remontów, gazeta.pl Łódź, 21.01.2012 [dostęp: 30.01.2012]

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Niezależni.org [ku pamięci]

Wpis zdecydowanie okazjonalny, chociaż lepiej by było (w moim - jak również kilku[nastu] innych ludzi mniemaniu - gdyby takiej okazji nigdy nie było). Dzisiaj swoją działalność kończy miejsce dla mnie szczególne, przez długie lata utożsamiane z moim "internetowym domem", adresem, pod którym zawsze czułem się "u siebie". Zaczęło się kilka dobrych lat temu, kiedy kidzior (Marek Karcz) wpadł na pomysł zorganizowania strony do Listy Niezależnych Radia Łódź. Najpierw współpraca z Radiem Łódź, później przejście na własną rękę, wiele recenzji, informacji o koncertach (początkowo głównie z Łodzi, później pojawiały się informacje z Pabianic, Bełchatowa, Piotrkowa Trybunalskiego - aż w końcu nawiązano współpracę z jednym z krakowskich klubów..). W końcu organizowanie koncertów pod własnym szyldem (z banerem, który zaginął w akcji..), zloty bardziej i mniej świąteczne, ale zawsze w dobrych humorach i z niezapomnianymi akcjami. Dzieliło nas czasami prawie wszystko, łączyło zami...

Uliczna (sub)kultura strachu

Właściwie już nawet sam nie wiem, ile razy miałem taką sytuację. Jadę rowerem, przede mną ( vis-à-vis ) osoba / osoby z małym dzieckiem. Nagle "zorientowanie się w sytuacji", nerwowe przyciągnięcie dziecka do siebie, czasami dość głośne "uważaj, rower jedzie", "patrz przed siebie", "zejdź z drogi". Nie pozostaje mi w zasadzie nic więcej, jak tylko uśmiechnąć się do mijających mnie pieszych z maluchem i nieśmiało uśmiechnąć się, z nieukrywanym uczuciem zakłopotania. Niezmiennie, za każdym razem. Stałem się -- wbrew swojej woli -- uczestnikiem jednej z pierwszych lekcji "wychowania komunikacyjnego" tego młodego człowieka. Oto ja: rowerzysta, szybki, większy, "silniejszy", "ustąp mi miejsca". Oto on: pieszy, wolniejszy, "narażony na obrażenia, które mu niechybnie zafunduję, jeśli tylko nie zejdzie mi z drogi". Za chwilę pewnie pytanie "a gdzie ja jeżdżę, skoro mi dzieci prosto spod kół zabierają...

Przywróćmy myślenie

W sumie trudno mi powiedzieć, jakie uczucia towarzyszą mi, gdy czytam kolejne informacje dotyczące akcji przywracania lekcji historii w szkołach . Nawet nie chodzi mi o te całe dywagacje, jaki będziemy mieli patriotyzm ( a teraz jaki mamy? ), jaką wiedzę historyczną będą miały następne pokolenia ( a teraz jaką mają? ) czy jak "władza ogłupia lud". Spuszczę zasłonę milczenia na teksty wygłaszane przez obrońcę nauki historii, Łukasza Warzechę , który nie widzi potrzeby rozmowy z uczniami jako  "niepełnoprawmymi partnerami do dyskusji" . Z uczniami nie rozmawiałem - przyznał Warzecha. - Mam wrażenie, że uczeń na poziomie I klasy liceum nie jest w stanie ogarnąć wszystkich konsekwencji. Jeżeli ktoś ma 15 czy 16 lat to, nie chcę nikogo urazić, ale nie jest pełnoprawnym partnerem takiej dyskusji - uważa. [ 1 ] Nie wiem, jakie uczucia mi towarzyszą, gdy czytam te rewelacje, bo jest to coś pomiędzy śmiechem przez łzy i zażenowaniem. Rozpoczęto batalię o liczbę godz...