sobota, 23 kwietnia 2016

Krótki wpis o blokowaniu (w social media)

Nie jestem specjalistą od PR. Co do zasady wolę też zostawiać tę robotę ludziom, którzy się na niej znają. Lubię za to -- jeśli tylko mam taką możliwość -- obserwować pracę fachowców. Nawet, jeżeli w danej dziedzinie nie zostanę "starym wyjadaczem" (nie zawsze mam też taką potrzebę lub ambicje), to przynajmniej się czegoś nauczę. Chociażby podstaw. I o podstawach chcę dzisiaj właśnie tutaj.

Budżetem obywatelskim w Łodzi interesuję się od samego początku, czyli od momentu tworzenia koncepcji i pierwszych założeń. Może dlatego zwróciłem uwagę na pojawienie się na serwisie społecznościowym F. drugiej strony promującej tę ideę: Budżet Obywatelski Łódź [1], łudząco podobną do starszej i znacznie popularniejszej witryny Budżet Obywatelski dla Łodzi. Tyle tytułem wprowadzenia.

A teraz drodzy administratorzy strony Budżet Obywatelski Łódź: historia w 4 punktach o tym, czego w komunikacji kanałami social media z pewnością NIE robimy:

1. Nie usuwamy wpisów zamieszczonych na Waszej stronie, o ile nie naruszają one prawa, dobrych obyczajów czy też innych zasad współżycia społecznego.

2. W miarę możliwości staramy się odpisywać na prywatne wiadomości z pytaniem o to, dlaczego dany wpis został ze strony usunięty. Przecież mógł być to przypadek, drobny wypadek przy pracy. Nic takiego by się nie stało.
ps. To, że dana wiadomość została przez Was wyświetlona, bardzo dobrze widać.



3. Nie, usunięcie publicznego wpisu, który ukazał się na Waszej stronie na portalu społecznościowym F. (tak, żeby się dalej u Was nie wyświetlał), nie jest rozwiązaniem sprawy. Wpis pozostanie opublikowany, a Wasze działanie może spowodować efekt odwrotny od zamierzonego: pojawią się pod nim kolejne komentarze, będzie lubiany przez kolejne osoby, jeszcze ktoś -- nie daj Borze Tucholski Cicho Szumiący -- go udostępni albo napisze o tym na blogu...

4. Zablokowanie na Waszej stronie osoby, która jedynie chciała się czegoś od Was dowiedzieć, naprawdę nie jest najlepszym rozwiązaniem. W zasadzie jest to rozwiązanie najgorsze, niezgodne ze sztuką i odradzane przez wszystkich zawodowo zajmujących się komunikacją w mediach społecznościowych.


W razie wątpliwości co do stosowania powyższych zasad polecam Wam kontakt z jakimś specjalistą od promocji i marketingu, najlepiej specjalizującym się w zagadnieniach social media. Lojalnie jednak ostrzegam -- jego porady (w przeciwieństwie do moich skromnych 4 punktów) mogą sporo kosztować. Za wiedzę się płaci.

Przyjmuję też do wiadomości wersję, że być może chodziło Wam o kontrowersję, naparzankę internetową oraz hejt. Być może to jedyny sposób na skuteczne wypromowanie tego niewiele znaczącego -- na obecną chwilą -- internetowego tworu. Być może sposób jedyny, który przyszedł Wam w danym momencie do głowy, bo pewnie specjaliści mogliby pomóc wymyślić coś bardziej efektownego i efektywnego (np. usunięcie wpisu jakiegoś internetowego celebryty skaczącego do wody..).

Tak czy inaczej -- cieszę się, że kolejny raz mogłem pomóc :-)

Źródła / komentarze:
[1] Mam podejrzenie (graniczące z pewnością), że stronę tę założyli urzędnicy miejscy -- jednak w związku z podejmowanymi działaniami (brakiem odpowiedzi oraz założoną blokadą) nie jestem w stanie tego podejrzenia potwierdzić.

sobota, 19 grudnia 2015

(pseudo) Niezależna.pl masakruje samą siebie

15 września 2013 roku zamieściłem na tym blogu tekst "Wszyscy bywamy lemingami" -- dotyczył czytelników portalu wPolityce, którzy dali się wkręcić w kwestię Węgier. Kraj ten -- zdaniem Grzegorza Górnego -- miał nie posiadać floty tylko dlatego, że nie posiada dostępu do morza.

[po wyjaśnienie tej kwestii odsyłam do wpisu]

Dziś znów sytuacja w kraju jest napięta (bardziej niż wówczas) i jakaś część każdej ze stron politycznego sporu widzi (lub chce widzieć) w sobie Nieskalanych Bohaterów Broniących Najwyższych Wartości -- jednocześnie mając swoje za uszami.

Każda ze stron ma też swoje organy prasowe -- sprzyjające danej opcji, "bezstronne" media. Jednak przydomek lemingów idących ślepo za ich blaskiem przylgnął jedynie do jednej strony politycznego sporu, druga strona zaś ich masakruje lub orze.

Orze tak dokładnie, że potrafi zaorać się sama.

Poniżej są dwa teksty dotyczące rządowego projektu budżetu na 2016 rok (oba z tego samego źródła -- strony, która dla niepoznaki nazwała się "Niezależną"). Nie muszę przypominać, że wybory parlamentarne odbyły się 25 października 2015 r., prawda?

Smacznego, drogie Lemingi.
[pogrubienia w tekstach są moje]

9 września 2015 r.
(rządzi PO z PSL)

Rząd Kopacz zostawia swoim następcom „niespodziankę”. Budżet na rok 2016 z rekordową dziurą.

Deficyt w przyszłym roku wyniesie prawie 55 mld zł, czyli o 8 mld więcej niż w tym roku. Według ekspertów nie tylko dziura w budżecie jest rekordowa, niepokoją także inne przyjęte wskaźniki, np. potrzeby pożyczkowe czy wpływy z podatków. – Ten projekt to mina z opóźnionym zapłonem, która ma wybuchnąć w rękach nowego rządu – mówi ekonomista Janusz Szewczak. (...) Rząd przyjął wstępny projekt budżetu państwa na 2016 r. Wynika z niego, że w przyszłym roku nasza gospodarka wzrośnie o 3,8 proc. PKB, a więc więcej niż w tym roku. Skończy się deflacja, a ceny towarów i usług wzrosną o 1,7 proc. (...) – Horrendalny deficyt to niejedyny rekord, jaki znajduje się w przedstawionym projekcie budżetu. (...) Fikcją jest także wzrost gospodarczy w wysokości 3,8 proc. PKB – dodaje ekspert. [1]


14 grudnia 2015 r.
(rządzi PiS)

"Ważne liczby ministra finansów - jest budżet! Co teraz zrobią Petru i PO?"

W czasie briefingu minister finansów Paweł Szałamacha mówił o najważniejszych danych dotyczących założeń projektu budżetu na 2016 rok. Okazało się, że czarne scenariusze pisane przez polityków PO i Nowoczesnej nijak mają się do faktów. Założenia obecnego rządu właściwie nie zmieniły się w stosunku do projektu przyszłorocznego budżetu przygotowanego przez ekipę Ewy Kopacz. (...) Planowane wydatki wyniosą 368 mld złotych, a dochody – 313 mld zł. Deficyt wyniesie maksymalnie 54,7 mld złotych. Założono również, że PKB wzrośnie o 3,8 proc., a inflacja będzie na poziomie 1,7 proc. [2]

Wszystkim wierzącym w teorię która mówi, że tylko tzw. mainstreamowe media manipulują, polecam przeczytanie powyższych fragmentów kilka razy -- aż im ta wiara na dobre przejdzie.

Zresztą -- nic nowego pod Słońcem.

Do 1924 r. lokalne instytucje publiczne zajmowały się rozdziałem ogłoszeń państwowych - nie tylko intratnego, ale co ważne stałego źródła dochodu wydawców. Później wyłączność na to działanie otrzymała PAT. Był to jeden z ważniejszych czynników pozyskiwania przychylności prasy, obok działalności PRM polegającej na przyznawaniu dostaw papieru, kredytów i zniżek na opłaty telegraficzne, pocztowe itp. dla prasy rządowej i rządowi przychylnej. Działalność ta zyskała jeszcze na sile po zamachu majowym, kiedy to poza pomocą prasie przychylnej przykładano też szczególną wagę do blokowania możliwości otrzymywania jakichkolwiek środków publicznych przez tytuły nieprzychylne władzy. [3]


Źródła:
[1] Rząd Kopacz zostawia swoim następcom „niespodziankę”. Budżet na rok 2016 z rekordową dziurą, Niezależna.pl, 09.09.2015 [dostęp: 19.12.2015]
[2] Ważne liczby ministra finansów - jest budżet! Co teraz zrobią Petru i PO?, Niezależna.pl, 14.12.2015
[3] Macin Krzanicki, Fotografia i propaganda. Polski fotoreportaż prasowy w dwudziestoleciu międzywojennym, wyd. Universitas, Kraków 2013, s.98.

wtorek, 18 sierpnia 2015

Cenzura raportu Karskiego (zagadnienia żydowskie w kraju)

O tym wpisie myślałem już od czasu obejrzenia w kinie filmu Sławomira Grünberga "Karski i władcy ludzkości" (w mojej opinii film średni, w bardzo dużej części odtwórczy -- w pewnym stopniu film zmarnowanego potencjału, ale to już temat na inną okazję). W jakiś sposób jest to też nawiązanie to wcześniejszych postów z cyklu [wycinki z prasy] -- chodzi o przybliżenie czegoś, na co w internecie można pewnie gdzieś trafić, ale po pierwsze trzeba wiedzieć gdzie szukać, po drugie zaś -- absolutnie się nie Googluje.

Zacznijmy od tego, że Muzeum Historii Polski ma dwie podstrony poświęcone w całości osobie Jana Romualda Kozielewskiego, znanego powszechnie jako Jan Karski: Jan Karski. Niedokończona misja oraz Jan Karski - pakiet edukacyjny. Na tej drugiej stronie w dziale "Misja" znajdziemy treść raportów Karskiego -- dokumentów uważanych za jedno z najważniejszych polskich świadectw na temat Holocaustu (obok raportów Pileckiego; czy to nie ciekawe, że zarówno Witold Pilecki, jak i Jan Kozielewski używali w czasie okupacji pseudonimu "Witold"...?).

Pierwszy raport zatytułowany "Zagadnienie żydowskie w Polsce pod okupacjami" Jan Karski wraz z bratem Marianem Kozielewskim (pseudonim: Konrad) napisał w końcu grudnia 1939 roku z polecenia kierownictwa Polskiego Państwa Podziemnego. Raport ten dotyczył losów społeczności żydowskiej pod dwiema okupacjami – niemiecką oraz sowiecką.

Do tego miejsca wszystko jest w miarę jasne. Dalej następuje pewne znaczące przemilczenie...

Kwestia ocenzurowania treści raportów Karskiego stanowiła krótki epizod we wspomnianym na początku filmie Sławomira Grünberga. Z tego co pamiętam do sprawy w filmie odniósł się nawet sam bohater, nie pomnę już jednak jego słów (film oglądałem kilka miesięcy temu). Wątek ten nie został jednak w żaden sposób rozwinięty, dlatego po powrocie dogrzebałem się do treści raportów. Wygrzebałem także z czeluści swój egzemplarz książki Macieja Wierzyńskiego "Jan Karski. Emisariusz własnymi słowami" (Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2012) ale -- szukając na szybko -- nie natrafiłem na żadną wzmiankę. Zerknąłem do wywiadu z prof. Pawłem Machcewiczem "W imię Polski! Ale jakiej?" (Focus Historia Extra, nr 2/2013, s. 42-45) -- jest mowa o treści raportu Karskiego, ale ani słowa o podmianie treści raportu.

A już na pierwszej stronie cz. IV "Zagadnienie żydowskie w kraju" znajduje się wyraźna, odręczna adnotacja:

Uwaga!! str. 6 + 9 + 10 + 11 mają podwójne strony.

Owe "podwójne strony" to właśnie efekt ingerencji w treść raportu, dokonanych po złożeniu maszynopisu przez Jana Karskiego. Nie dokonywano skreśleń -- do oryginalnej treści raportu dodano strony "a", które zawierały akceptowalną przez zwierzchnictwo Jana Karskiego treść. Co znamienne, na zdublowanej stronie zachowano nawet niektóre podkreślenia dokonane w tekście przez Karskiego, eliminując wcześniej popełnione przez niego błędy w pisowni (nie unikając -- co oczywiste -- popełnienia innych błędów).

Strony 6 oraz 6a cz. IV raportu Jana Karskiego.


Ze względu na temat posta ograniczę się jedynie do porównania fragmentów, które zostały ocenzurowane -- choć oczywiście zachęcam do zapoznania się z pełną treścią raportów. Ciekawe jest również to, że także polskojęzyczna Wikipedia milczy na temat kwestii cenzurowania raportu, z lubością za to zamieszczono fragmenty odnoszące się do negatywnego nastawienia żydów do Polaków (dział "zawartość raportów"). Jest to dla mnie o tyle symptomatyczne, że osoby tak szczegółowo omawiające kwestie treści raportów nie mogły przeoczyć sprawy podejrzanej podwójnej numeracji stron. To zaś, co na tych stronach zmieniono, mówi samo za siebie.

Przejdźmy zatem do meritum, czyli ocenzurowanej treści raportu. Najpierw będę przedstawiał oryginalny zapis, poniżej zaś podam zapis ze stron(-y) "a" (dublujących oryginalną stronę).

------------------------------------------------------------------------------------

Strona 6 (oryginał)

Stosunek żydów do Polaków jest podobny do ich stosunku do Niemców.
Powszechnie daje się wyczuć, że radzi byliby, aby w stosunku Polaków do nich panowało zrozumienie, iż przecież oba narody są niesprawiedliwie gnębione i to przez tego samego wroga. Tego zrozumienia wśród szerszych mas społeczeństwa polskiego nie ma.
Stosunek ich do żydów jest przeważnie bezwzględny, często bezlitosny. Korzystając w dużej części z uprawnień, jakie nowa sytuacja im daje. Wykorzystują wielokroć te uprawnienia - często nadużywają je nawet.
Zbliża ich to w pewnym stopniu do Niemców.

Strona 6a (wersja ocenzurowana)

Stosunek Polaków do żydów w bardzo wielu wypadkach zmienił się pod wpływem tego, co się dzieje.
Powszechnie podkreśla się w rozmowach przekraczające wszelkie bestialstwo Niemców w stosunku do tej części ludności, zamieszkującej ziemie polskie.
W wielu wypadkach Polacy okazują w widoczny sposób współczucie żydom.
Jest to tym bardziej charakterystyczne, że takie  w i d o c z n e  okazywanie współczucia może się kończyć, lub często i kończy źle dla tego, kto okazuje serce.

Strona 9 (oryginał)

[Niemcy - JG] Próbują wygrać nasuwające się konflikty między polską policją, czy innymi polskimi szczątkowymi urzędami lub urzędnikami, a szerokimi warstwami społeczeństwa, zawsze prawie stając "po stronie ludu" i w końcu... "Niemcy, dopiero i nareszcie oni, pomogą Polakom do zrobienia porządku z żydami".

Strona 9a (wersja ocenzurowana)

[Niemcy - JG] Próbują oni wygrać najróżniejsze możliwe konflikty w społeczeństwie polskim i wreszcie - nie przypuszczając prawdopodobnie faktu, iż społeczeństwo polskie w swej masie nie jest antysemickie - spodziewają się zdobyć jego sympatię tym, że... "Niemcy, dopiero i nareszcie oni, pomogą Polakom do zrobienia porządku z żydami".

Strony 10-11 (oryginał)

Rabunek, "psychiczne wyładowanie się narodu mężczyzn" i otumanienie polskiego społeczeństwa - oto właściwe ich cele.
Trzeba przyznać, że udaje im się to.
Żydzi płacą, płacą, płacą... a polski chłopek, robociarz, czy głupi zdemoralizowany kapoan [kapłan? - JG] pół-inteligent robią uwagi: "No, ci dopiero dają im szkołę" - "od nich trzeba się uczyć" - "przyszedł koniec na żydów" - "nie ma co, trzeba podziękować Bogu, że przyszedł Niemiec i wziął się za żydów" itd. 

Obecne niebezpieczeństwo kwestii żydowskiej

"Rozwiązanie kwestii żydowskiej przez Niemców" - muszę to stwierdzić z całym poczuciem odpowiedzialności za to, co mówię - jest poważny i dosyć niebezpiecznym narzędziem w rękach Niemców do "moralnego pacyfikowania" szerokich warstw społeczeństwa polskiego.
Oczywiście byłoby błędnym przypuszczać, że tylko ta sprawa będzie skuteczna i zjedna im uznanie społeczeństwa.
Naród nienawidzi swego śmiertelnego wroga - ale ta kwestia stwarza jednak coś w rodzaju wąskiej kładki, na której przecież spotykają się  z g o d n i e  Niemcy i duża część polskiego społeczeństwa.
Oczywiście, że ta kładka jest równie wąska, jak wielkie są chęci Niemców, aby ją podmurować i wzmocnić.
Dalej, ten stan grozi demoralizacją szerokich warstw społeczeństwa, demoralizacją, która może spowodować wiele kłopotów przyszłym władzom z trudem odbudowującego się Państwa Polskiego - trudno, "nauka nie idzie w las...".
Dalej - obecny stan stwarza podwójne rozbicie wśród ludności tych ziem. Po pierwsze: rozbicie między żadami [żydami - JG] a Polakami w walce ze wspólnym i śmiertelnym wrogiem, po drugie: rozbicie wśród Polaków, z których jedni gardzą i oburzają się na barbarzyńskie metody Niemców /zdając sobie przy tym sprawę z grożącego niebezpieczeństwa/, a drudzy patrzą na nie /a więc i na Niemców/ ciekawym i często zachwyconym wzrokiem, mając za złe pierwszej grupie jej "obojętność w stosunku do tak ważnej kwestii".

Strony 10a-11a (wersja ocenzurowana)

Rabunek, "psychiczne wyładowanie się narodu mężczyzn" i próby otumanienia polskiego społeczeństwa - oto właściwe ich cele.
Trzeba przyznać, że tylko w jednej części udaje im się to - w drugiej części osiągają jednak często efekt wprost przeciwny ich zamierzeniom.
Żydzi płacą, płacą, płacą... polskie społeczeństwo jednak coraz częściej i w coraz szerszym zasięgu rozumuje głośno: "Tego już za dużo" - "To nie są ludzie" - "To musi się skończyć jakąś straszliwą karą dla Niemców".
 Spodziewane przez Niemców "niebezpieczeństwo" kwestii żydowskiej
"Rozwiązanie kwestii żydowskiej przez Niemców" - trzeba to stwierdzić z całym poczuciem odpowiedzialności - ma być w ich ręku i według ich planu poważnym i dosyć niebezpiecznym narzędziem, czy to w pozyskaniu, czy w "moralnym pacyfikowaniu" szerokich warstw społeczeństwa polskiego.
Oczywiście byłoby błędnym przypuszczać, że spodziewają się oni, iż tylko ta sprawa będzie skuteczna i zjedna im uznanie społeczeństwa.
Wiedzą, że Naród Polski nienawidzi swego śmiertelnego wroga, ale są jednocześnie przekonani, że ta kwestia w końcu stworzy coś w rodzaju wąskiej kładki, na której przecież spotkają się  z g o d n i e Niemcy i pewna część polskiego społeczeństwa.
Wiedzą dalej, a raczej spodziewają się tego, że ich metody w stosunku do żydów grożą demoralizacją szerokich warstw społeczeństwa, demoralizacją, która z pewnością spowoduje wiele kłopotów przyszłym władzom z  trudem odbudowującego się Państwa Polskiego. - Zdają sobie oni dalej sprawę, że obecny stan stworzy podwójne rozbicie wśród ludności tych ziem. 1° - rozbicie między żydami a Polakami w walce ze wspólnym wrogiem; 2° - Rozbicie wśród Polaków, z których jedni będą gardzili i oburzali na ich barbarzyńskie metody /zdając sobie przy tym sprawę z grożącego niebezpieczeństwa/, a drudzy /i to według oczekiwań niemieckich duża większość/ mają patrzeć na te metody / a więc rzecz oczywista i na ich autorów!/ ciekawym lub zachwyconym wzrokiem, mając pierwszej grupie za złe jej "obojętność w stosunku do tak ważnej kwestii".
Trudno w tej chwili powiedzieć w jakim stopniu Niemcy zdają sobie sprawę, że ta grupa jest i nie wielka i z biegiem czasu będzie stawała się coraz mniejsza.

------------------------------------------------------------------------------------


Analiza tych zagadnień (zarówno treści pierwotnego raportu, jak i jego cenzury oraz treści "poprawionej" na życzenie "zleceniodawców") to nie temat na krótką notatkę, ale całą rozprawę doktorską -- jeśli nie habilitację. Ale za to temat bardzo wdzięczny i warty przedyskutowania.

Niestety najczęściej zupełnie przemilczany.

ps. Fun Fact, a może bardziej "przykra sprawa" -- mimo tego, że strona z pakietem edukacyjnym nt. Jana Karskiego ma swój anglojęzyczny odpowiednik, jedne z najważniejszych dokumentów źródłowych (raporty) nie są w żadnym miejscu strony przetłumaczone na język angielski... Cóż.

piątek, 3 lipca 2015

[wycinki z prasy] Antysemickie projekty ustaw w Polsce (styczeń 1939 r.)

Jakiś czas temu M. wspominała mi o antysemickich projektach ustaw, jakie w 1939 roku zgłaszała część polskich parlamentarzystów -- garściami czerpiąc z wzorców III Rzeszy Niemieckiej (w tym niesławnych ustaw norymberskich z 1935). Ze swojej przepastnej biblioteki przyniosła mi publikację Artura Eisenbacha "Hitlerowska polityka zagłady żydów" z 1961 r. Autor wspomina w niej o projekcie posła Benedykta Kieńcia, który przesłał go swojemu klubowi parlamentarnemu (Obozowi Zjednoczenia Narodowego) 18 stycznia 1939 r., na kilka dni przed wizytą Joachima von Ribbentropa w Warszawie [1]. Projekt ustawy sejmowej miał pozbawić Żydów praw obywatelstwa polskiego.

  • wszystkie osoby narodowości żydowskiej miały stracić obywatelstwo polskie;
  • Żydzi mieli stracić czynne i bierne prawo wyborcze, prawo służby w wojsku i administracji państwowej, prawo do pracy w niektórych zakładach i przedsiębiorstwach;
  • Żydzi mieli mieć zakaz uczęszczania do publicznych szkół powszechnych, średnich i wyższych; mieli mieć zakaz wykonywania zawodu nauczyciela w szkołach ani być współpracownikami prasy, kin, teatrów;
  • Żydzi pracujący w wolnych zawodach mieli mieć zakaz udzielania porad fachowych obywatelom polskim;
  • Żydzi mieli mieć zakaz nabywania nieruchomości oraz prowadzenia banków;
  • pozbawieni praw obywatelskich Żydzi mieli mieć zakaz otwierania nowych zakładów w przemyśle, rzemiośle, handlu i transporcie -- a w starych przedsiębiorstwach mieli mieć możliwość zatrudniania jedynie żydowskich pracowników;
  • Żydzi mieli mieć obowiązek zgłoszenia w ciągu 1 miesiąca do urzędów skarbowych informacji o posiadanym mieniu (odtąd ich dysponowanie majątkiem miało się odbywać jedynie za zgodą władz skarbowych, zaś niezgłoszone mienie miało przepaść na rzecz państwa;
  • projekt przewidywał również utworzenie dla Żydów funduszu emigracyjnego z "daniny" od Żydów posiadających majątek o wartości ponad 500 zł (wysokość daniny na rzecz państwa wahała się w granicach 20-50% wartości mienia ruchomego i nieruchomego w dniu 1 stycznia 1939 r.).
Przeglądając wydanie Nowego Dziennika z 18 stycznia 1939 r. natrafiłem na notatkę (formę felietonu z cyklu "Na posterunku"), który odnosił się do tematu antysemickich projektów posłów ONR oraz OZN [2].


PROJEKTODAWCY
(D.L.) Kraków, 18 stycznia 
Niefortunny projekt antyżydowski oenerowskiego posła Stocha, który jako sprzeczny z Konstytucją nie dostał się do laski marszałkowskiej, spędza widocznie sen z oczu niektórych jego kolegów znajdujących się też u progu kariery parlamentarnej, którzy też chcieliby się koniecznie "wybić" i wydostać z szarzyzny poselskiej na wierzch, licząc na rzekomą koniunkturę antysemityzmu w Polsce. Nie ma tedy dnia, by któreś z pism nie przynosiło w formie mniej lub więcej sensacyjnej wiadomości o planach i zamiarach takiego czy innego wybrańca ludu, któryby Polskę uszczęśliwić chciał jakąś ustawą antyżydowską, a przy tym i dla siebie zdobyć sławę bodaj - herostratesową. Gdyby ten i ów czcigodny poseł, stawiający pierwsze kroki na ul. Wiejskiej, dzielił tylko szary żywot poselski z całą resztą szeregowców parlamentu, niktby się może o nim nigdy nie dowiedział... Toteż taki czy inny działacz lokalny, wyszedłszy z prowincjonalnego matecznika, postanawia wypłynąć na szerszą arenę - opracowaniem jakiegoś ustawodawczego wniosku antyżydowskiego. 
Nie trzeba się oczywiście zbytnio mozolić nad pomysłem - wzory są gotowe. Jeden woli towar norymberski, inny poprzestaje na paprykarzu węgierskim [3]. Istna licytacja na punkcie antysemityzmu! Gdy jeden z posłów p. Kieńć z Wileńszczyzny opracowuje projekt przewidujący  m.in. pozbawienie obywatelstwa tych Żydów, którzy nabyli je po roku 1918, inny ozonowy poseł, usiłuje prześcignąć go w gorliwości, pragnąłby ustawowo pozbawić obywatelstwa wszystkich w ogóle Żydów. Prezes Związku restauratorów poznańskich, p. poseł Jóźwiak opracował pono aż pięć projektów antysemickich, które obiegły już większą część prasy. Dobrze poinformowany o tym, co smaży się we wszystkich kuchniach antysemickich korespondent warszawski "Słowa" donosi, że projekty posła Jóźwiaka przewidują obok zakazu zmiany nazwisk - zakaz używania przez instytucje i stowarzyszenia żydowskie nazwy "polski", projekt wprowadzający w przedsiębiorstwach nakaz zatrudniania 95 procent Polaków pracowników umysłowych i 90 procent Polaków pracowników fizycznych, dalej projekt uprawniający władze administracyjne do wysiedlenia (!) ludności żydowskiej z C.O.P., a wreszcie projekt rekwizycji lokali (żydowskich?) na cele handlowe i przemysłowe dla ludności polskiej. A projektów takich ma być pono więcej. Inicjatywa poselska nie śpi...
Jesteśmy przekonani, że wszystkie te licytujące się w pomysłowości projekty spotka ten sam los co osławiony projekt posła Stocha. Nie wyobrażamy sobie bowiem, by mogły one stać się przedmiotem obrad parlamentu, skoro pozostają one wszystkie w jaskrawej sprzeczności z ustawą zasadniczą, jaką jest Konstytucja Rzeczypospolitej, gwarantująca wszystkim obywatelom państwa równe prawa bez względu na narodowość i wyznanie. Jeśli jednak zajmujemy się dziś tymi projektami, czynimy to ze względu na wpływ ich wychowawczy w społeczeństwie. Oto projekty takie nie mające z praworządnością i etyką nic wspólnego dostają się do wiadomości ogółu i budzą - apetyty. Przymus zatrudniania 95 procent pracowników nie-Żydów w przedsiębiorstwach żydowskich - jakaś to pokusa dla ludzi bezkrytycznych, o słabym kręgosłupie moralnym, nie przywykłych do myślenia kategoriami gospodarczymi i wyobrażających sobie, że takie "doskonałe" pociągnięcie, rugujące Żydów z ich placówek pracy, rozwiąże całkowicie problem bezrobocia w Polsce. Że taki projekt, nawet w stadium poprzedzającym zbieranie 15 podpisów, podważa wszystkie ustalone normy prawne, na których opiera się nasz ustrój dzisiejszy, że wprowadza on zamęt w sposobie myślenia i gotów wprowadzić anarchię w sposobie działania - to pp. projektodawców zupełnie nie obchodzi. Nie obchodzą ich też gorzkie doświadczenia już pierwszego okresu obowiązywania ustaw antyżydowskich na Węgrzech, gdzie analogiczne pomysły ustawodawcze wywołały istny chaos w życiu gospodarczym, na czym zyskała bynajmniej nie rdzenna ludność węgierska, ale zupełnie kto inny. Nie obchodzi też zupełnie projektodawców dzisiejsza sytuacja międzynarodowa i związane z nią trudności wewnętrzne, wymagające unikania jakichkolwiek w tej chwili zadrażnień i dywersji. A już zupełnie nie biorą pod uwagę pomysłowi projektodawcy tej okoliczności, że ich projekty ustawodawcze, podyktowane demagogią antysemicką, obliczone są na znaczne obniżenie poziomu obrad parlamentu, który powołany został do życia właśnie dla podniesienia powagi i prestiżu parlamentaryzmu w Polsce, na którym zbytnio wycisnęła piętno ordynacja wyborcza płk. Sławka. 
A jednak projekty mnożą się jak grzyby po deszczu. Może podsuwa je ktoś celowo, by potknął się na nich - rząd? Któż to wie. Na razie stały się w ciągu jednego dnia "głośne" pewne nazwiska projektodawców, usiłujących za wszelką cenę "wsławić" się w parlamencie. Uważają oni widocznie, że lepsza bodaj sława choćby takiego posła Sicińskiego z Upity, osławionego "twórcy" liberum veto - niż żadna. [2] [źródło]

Za jakiś czas może uda mi się sprawdzić, jak do tej sprawy odnosił się wydawany w Poznaniu dziennik "Orędownik" (łódzkiego "Rozwoju" już wówczas nie wydawano).


Źródła:
[1] Artur Eisenbach, Hitlerowska polityka zagłady żydów, Wydawnictwo Książka i Wiedza, Warszawa, listopad 1961 r. (wydanie I), s. 117-118.
[2] Nowy Dziennik, środa 18 stycznia 1939,  (wydanie poranne) - s. 2. [numer 18]. 
[3] "Towar norymberski" -- niemieckie ustawy norymberskie z 1935 r. "Paprykarz węgierski" -- antysemickie ustawy Béli Imrédy'ego, wzorowane na ustawach norymberskich, wprowadzane przez niego od objęcia stanowiska premiera w maju 1938 roku.

poniedziałek, 29 czerwca 2015

[wycinki z prasy] Niemieckie braki w umundurowaniu do walki na wschodzie (styczeń 1939 r.)

Nie mając obecnie ani zbyt dużo czasu, ani zbyt dużo serca na prowadzenie tego bloga (większość energii poświęcam na swój drugi projekt -- jalkikirjoitus | post scriptum) postanowiłem użyć bloga tak, jak używają go inni -- jako internetowego notatnika / pamiętnika.

W ramach cyklu "Wycinki z prasy" będę publikował co ciekawsze informacje, które uda mi się wygrzebać ze starej prasy. Być może ułatwi to również części osób zdobywanie interesujących ich informacji (w końcu dane zaczną się googlować). 

Inauguracyjny wpis będzie dotyczył wieczornego wydania Nowego Dziennika – polskojęzycznej gazety żydowskiej, wydawanej w Krakowie w latach 1918-1939.

Warto zwrócić uwagę na datę publikacji poniższej informacji.

"Armia niemiecka ma walczyć na wschodzie w czasie mrozów"... 
Berlin 18.1. (z) "Militär-Wochenblatt" żąda gwałtownie reformy w wyszkoleniu i umundurowaniu armii, której wypadnie walczyć w Europie wschodniej w toku uciążliwej kampani zimowej. Obecnie wyekwipowanie wojska niemieckiego - pisze kapital Schönaich - dostosowane jest głównie do walki na Zachodzie i na Południu. Teraz jednak należy wziąć się natychmiast do takiego umundurowania  wojska niemieckiego, aby mogło ono walczyć na Wschodzie w czasie wielkich mrozów. Odpowiednia reorganizacja i umundurowanie wojska powinno być podjęte bez żadnej zwłoki - kończy kapitan Schönaich.

Nowy Dziennik, środa, 18 stycznia 1939 r. (wydanie wieczorne), s. 2. [źródło]

Jak dobrze wiemy, armia niemiecka została z czasem odpowiednio doposażona...