Przejdź do głównej zawartości

Łódź kreuje kontrowersje

Można by patetycznie zacząć -- stało się. Mamy nowe logo. Zdania jak zwykle będą podzielone, ale kiedyś już usłyszałem od osoby spoza Łodzi [kiedy wysłuchiwała jak zwykle zażartej dyskusji o sprawach istotnych jak zbawienie duszy od mąk piekielnych] że "czuje, że jest w Łodzi". Wtedy chodziło o felieton Tomasza Piątka "Nie Łódźmy się". Przyznajmy się sami przed sobą, uwielbiamy dyskutować, a nowe logo jest do tego nie lada okazją. Szczególnie takie. Jeżeli logo ma wzbudzać emocje to można powiedzieć, że pierwszy jego plus mamy odhaczony.

Możemy dyskutować, dlaczego nie ŁESK. Możemy. I jak znam życie znamy już motyw przewodni jutrzejszego spotkania w MS2 na Ogrodowej 19. Tylko Drodzy Moi, nad czym tutaj dyskutować? Owszem, mi też szkoda loga z ŁESK (tym bardziej, że nowa wersja loga "daleko od jabłoni nie upadła", co może być jej mocną lub słabą stroną, jak kto woli) -- ale klamka zapadła. Można drzeć szaty, można rozpaczać i bojkotować -- pytanie tylko do czego ma to doprowadzić (innymi słowy -- jaki zakładany jest ostateczny cel tych działań). Tak konkretnie, nie owijając w pierdu-pierdu-gadkę o zmarnowanej szansie, o stracie ESK i wszystkich bólach do sześciu pokoleń wstecz. Może zamiast pierdo vel biadolić lepiej zastanowić się, jak fajnie wykorzystać to, co i tak mamy. Stać nas na konstruktywne działanie. Prawda?

Co do nowego loga -- szkoda mi loga ŁESK z powodu tego, że odzwierciedla praktycznie to samo, co dostaliśmy teraz, jednak w sposób bardziej czytelny dla przeciętnego zjadacza łódzkiego chleba. Ja wiem, że Strzemiński i Kobro, awangarda i kreatywność. Wiem nawet, że Strategia Zarządzania Marką Łódź na lata 2010-2016 (swoją drogą po tej notatce z 13 stycznia jeden z łódzkich portali zaproponował mi pisanie dla nich, czego wdzięcznie odmówiłem i z tego miejsca serdecznie ich pozdrawiam). Problem w tym, że logo ma być dla ogółu (żeby nie powiedzieć, że dla mas), zaś typografia Strzemińskiego nie do każdego musi przemawiać. Nie każdy kończył ASP i ma wyczucie artyzmu na poziomie kilku znanych mi ludzi, których ceniąc nieustannie pozdrawiam serdecznie. Proste, ale nie prostackie. Może dlatego jestem pod tak silnym wrażeniem loga Amsterdamu czy nawet (imho słabszego) loga Lyonu. Amsterdam to dla mnie niedościgniony majstersztyk jeżeli chodzi o pomysł/wykonanie/przesłanie, nawet nie ma co stawać w bloku startowym.

Pojawia się jednak niegłupie pytanie ilu ludzi po dzisiejszym dniu dowie się w końcu kim był ten jakmutam Strzemiński? I o co im chodzi z tym całym województwem.

Poza tym... tak, poza tym Łódź znowu pokazała pazur. Muszę przyznać, że przygotowanie loga łudząco podobnego do [cenionego] ŁESK z wykorzystaniem typografii Strzemińskiego to było pojechanie po bandzie. Ale wolę zdecydowanie to niż "białostocki kwiatuszek" czy -- o zgrozo -- "kolorowe domki" z Bydgoszczy. Kraków jest ładny, ale zachowawczy. Tak, do Krakowa pasuje -- w Łodzi byłoby zbyt nudno. W mojej ocenie na tle polskich miast Łódź, mimo tego całego sceptycyzmu rozlewającego się gęsto po facebooku, wypada całkiem nieźle -- z pomysłem i zacięciem (mimo tego, że niektórzy widzą co najwyżej print screena ze Snake'a). W osobistym rankingu konkurować mogą tylko (?)
* Poznań z hał hał [wykorzystywanym często w różnych konfiguracjach dźwiękowych przez moich znajomych przy tekstach dotyczących Poznania, co uważam za niekwestionowany sukces tego miasta]
oraz
* szeleszczący Szczecin [praktycznie niemożliwy do przeczytania dla osoby nieznającej zasad zapisu fonetycznego, co świetnie koresponduje ze specyfiką miasta przygranicznego]

Ale ilu ludzi tyle będzie opinii (w przypadku Polaków zawsze robić +2) i może właśnie w tym wszystkim o to chodzi.

ps. Zachowania dziennikarzy z łódzkiej gazety.pl już mi się nawet nie chce komentować, nie mam na to siły. Polecam to wszystko ich ocenie oraz specyficznie przez nich rozumianej etyce dziennikarskiej. Pisanie recenzji z wydarzenia, które się jeszcze nie odbyło, musi być naprawdę kreatywnym podejściem do tematu. Cóż, it's all about the money.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Niezależni.org [ku pamięci]

Wpis zdecydowanie okazjonalny, chociaż lepiej by było (w moim - jak również kilku[nastu] innych ludzi mniemaniu - gdyby takiej okazji nigdy nie było). Dzisiaj swoją działalność kończy miejsce dla mnie szczególne, przez długie lata utożsamiane z moim "internetowym domem", adresem, pod którym zawsze czułem się "u siebie". Zaczęło się kilka dobrych lat temu, kiedy kidzior (Marek Karcz) wpadł na pomysł zorganizowania strony do Listy Niezależnych Radia Łódź. Najpierw współpraca z Radiem Łódź, później przejście na własną rękę, wiele recenzji, informacji o koncertach (początkowo głównie z Łodzi, później pojawiały się informacje z Pabianic, Bełchatowa, Piotrkowa Trybunalskiego - aż w końcu nawiązano współpracę z jednym z krakowskich klubów..). W końcu organizowanie koncertów pod własnym szyldem (z banerem, który zaginął w akcji..), zloty bardziej i mniej świąteczne, ale zawsze w dobrych humorach i z niezapomnianymi akcjami. Dzieliło nas czasami prawie wszystko, łączyło zami...

Uliczna (sub)kultura strachu

Właściwie już nawet sam nie wiem, ile razy miałem taką sytuację. Jadę rowerem, przede mną ( vis-à-vis ) osoba / osoby z małym dzieckiem. Nagle "zorientowanie się w sytuacji", nerwowe przyciągnięcie dziecka do siebie, czasami dość głośne "uważaj, rower jedzie", "patrz przed siebie", "zejdź z drogi". Nie pozostaje mi w zasadzie nic więcej, jak tylko uśmiechnąć się do mijających mnie pieszych z maluchem i nieśmiało uśmiechnąć się, z nieukrywanym uczuciem zakłopotania. Niezmiennie, za każdym razem. Stałem się -- wbrew swojej woli -- uczestnikiem jednej z pierwszych lekcji "wychowania komunikacyjnego" tego młodego człowieka. Oto ja: rowerzysta, szybki, większy, "silniejszy", "ustąp mi miejsca". Oto on: pieszy, wolniejszy, "narażony na obrażenia, które mu niechybnie zafunduję, jeśli tylko nie zejdzie mi z drogi". Za chwilę pewnie pytanie "a gdzie ja jeżdżę, skoro mi dzieci prosto spod kół zabierają...

Przywróćmy myślenie

W sumie trudno mi powiedzieć, jakie uczucia towarzyszą mi, gdy czytam kolejne informacje dotyczące akcji przywracania lekcji historii w szkołach . Nawet nie chodzi mi o te całe dywagacje, jaki będziemy mieli patriotyzm ( a teraz jaki mamy? ), jaką wiedzę historyczną będą miały następne pokolenia ( a teraz jaką mają? ) czy jak "władza ogłupia lud". Spuszczę zasłonę milczenia na teksty wygłaszane przez obrońcę nauki historii, Łukasza Warzechę , który nie widzi potrzeby rozmowy z uczniami jako  "niepełnoprawmymi partnerami do dyskusji" . Z uczniami nie rozmawiałem - przyznał Warzecha. - Mam wrażenie, że uczeń na poziomie I klasy liceum nie jest w stanie ogarnąć wszystkich konsekwencji. Jeżeli ktoś ma 15 czy 16 lat to, nie chcę nikogo urazić, ale nie jest pełnoprawnym partnerem takiej dyskusji - uważa. [ 1 ] Nie wiem, jakie uczucia mi towarzyszą, gdy czytam te rewelacje, bo jest to coś pomiędzy śmiechem przez łzy i zażenowaniem. Rozpoczęto batalię o liczbę godz...