Przejdź do głównej zawartości

Misja... Taaak?

Ostatnio mój kolega Marek zrobił coś naprawdę genialnego :-) I piszę to bez żadnego sarkazmu, bo zrobił właśnie to, na co mi nigdy nie pozwalało moje wrodzone lenistwo (nie wie, jak niektórzy mogą uważać mnie za przypadek pracoholika we wczesnym stadium rozwoju), może też częściowo bierność i pogodzenie się z zastaną rzeczywistością.

Otóż Marek nie wytrzymał... i napisał maile do TVP oraz KRRiT. Treść maila została upubliczniona, dlatego pozwolę sobie (zaiste, bezczelna ze mnie istota) skopiować ją tutaj:

Dobry wieczór

Przed kilkoma minutami zobaczyłem w Publicznej Telewizji TVP2 - za którą płacę abonament Radiowo Telewizyjny - program "Gwiazdy tańczą na lodzie".

Zaczynała właśnie tańczyć pani Jolanta Rutowicz (charakterystyczna osoba), której to występ był opłacony prawdopodobnie z moich pieniędzy. W tym momencie chciałbym przypomnieć reklamy w których byłem informowany (w radio i TV), że to właśnie JA jestem współtwórcą nadawanych audycji czy programów.

W związku z ŻENUJĄCYM wręcz poziomem "bohaterki" oraz całości programu mam pytanie - czy mogę zostać zwolniony z opłat za ten abonament. Pytam z prozaicznego powodu - moi znajomi gotowi są mnie wyśmiać za to, że wyrzucam w określonym rachunkami czasie pieniądze na tak mądry cel - jak właśnie wyżej wymieniona pani. Nie chcę sponsorować podobnych wydarzeń dziś ani nigdy więcej w przyszłości.

Mam nadzieję na pozytywne rozpatrzenie mojego wniosku.

Z poważaniem
Marek Karcz

(podaję przy okazji link do jego bloga i oryginalnego postu, żeby nie było, że sobie coś przypisuję ;-) Tęgie rozkminy kidziora: Nie wytrzymałem - napisałem do TVP i KRRiT).

Drogi Czytaczu, Droga Czytaczko czy też Przypadkowy Wędrowcze, możesz oczywiście powiedzieć - sam sobie winien, trzeba było nie oglądać. Problem nie leży jednak w (nie)jednorazowym wygłupie pewnej pseudo gwiazdki (chciało by się napisać celebrity made in Poland...), ale w czymś, co dumnie w tym kraju nad Wisłą nazywa się "misją mediów publicznych" (o ile w ogóle coś takiego jeszcze rzeczywiście istnieje, poza teorią, oczywiście) na co zaś idą pieniądze z tak zwanego abonamentu rtv.

O abonamencie było ostatnimi czasy całkiem głośno - a to jedni chcą go zlikwidować na dobre, inni znowu bronią go jak niepodległości, uważając, że bez tego nie będzie publicznego radia i telewizji... Nie mnie rozsądzać ten spór - nie tu i nie teraz. Jednak uważam, że warto się przyjrzeć nieco bliżej realizacji misji publicznej - o ile właściwie można o czymś takim pisać.

Rozumiem, przychodzą ważne dla kraju uroczystości, telewizja oraz radio raczą nas nieraz po kilka godzin obliczami naszych złotoustych polityków z prawa, z lewa, ze środka i Bóg wie jaszcze skąd, ale jest to w jakimś stopniu realizacja "misji". A jak wygląda to na co dzień? Wystarczy otworzyć pierwszą lepszą gazetę z programem żeby się przekonać, że poziom prezentowanych przez telewizję publiczną programów często nie odbiega za bardzo od poziomu programów komercyjnych, nastawionych wyłącznie na zysk (które o jakiejkolwiek misji - chyba że tej rozumianej biznesowo, jako misja organizacji zajmującej się jak najskuteczniejszym zbieraniem pieniędzy - nawet nie wspominają). Raz w tygodniu o przyzwoitej porze puszczany jest Teatr Telewizji - i to właściwie wszystko. A tak seriale, głupie teleturnieje (często z bohaterami na podobnym poziomie intelektualnym pani, o której wspominał Marek w swoim mailu), potem kolejne seriale.. Jeżeli już ma pojawić się coś bardziej ambitnego, to najczęściej w porze, kiedy każdy poważnie myślący o kolejnym dniu pracy człowiek najpewniej znajduje się już w łóżku, nie przed telewizorem. No to teraz kilka punktów, żeby nie było, że tylko teoretyzuję:

1) wieczór filmowy "Kocham kino", w którym czasami pojawi się jakiś bardziej ambitny film - od 22:30

2) z programu telewizyjnego na dzień 06.10.2008 (poniedziałek)

12:10Agrobiznes - magazyn rolniczy
12:20W kolejce po euro - magazyn ekonomiczny
...
14:00 Zwierzęta świata: Oczy lamparta (1/2) - film przyrodniczy

Dla kogo są te programy? Wyłącznie dla piątoklasistów, którzy akurat wcześniej skończyli tego dnia lekcje?

3) wtorek 07.10.2008, TVP 1

02:50 Notacje: Ostap Łapski. Ukrainy nie mojej szczypta - cykl dokumentalny

Chciałbym wiedzieć, jak duża jest oglądalność tego cyklu programów.

4) środa, 08.10.2008, TVP 2

13:10 Dubajski zawrót głowy - film dokumentalny

Chyba kolejny program wyłącznie dla dzieci, młodzieży niepracującej i emerytów, o ile właśnie na spacer nie wyjdą.

5) czwartek, 09.10.2008
Końcówka programu TVP 1

00:20Łossskot! - magazyn kulturalny
00:50
Shackleton - film biograficzny
02:35Notacje: Barbara Krafftówna. Moi mistrzowie, moje role - cykl dokumentalny

Program TVP 2
23:55Korowód. Festiwal Twórczości Marka Grechuty Kraków 2008 - reportaż
00:30Panorama
00:45Czy świat oszalał?: Świat według Gazpromu - film dokumentalny

Prawie wszystko, co może przedstawiać sobą jakąkolwiek większą wartość artystyczną lub poznawczą, spychane jest sukcesywnie na brzegi "ramówki", a jeżeli nie, to znajduje się w środku dnia roboczego (zaś te nieliczne wartościowe programy także i o tej porze poprzecinane są wypocinami typu "Moda na sukces, odcinek 4 tys. ileś tam"; nie wiem, jak się do tej pory w numeracji nie pomylili, a może po prostu nie ma to już większego znaczenia przy takiej ilości...).

Mam w takim razie bardzo uprzejme pytanie, JAK media publiczne rozumieją wypełnianie przez nich swojej misji? Bo może po prostu moje rozumienie tego pojęcia jest jakoś wypaczone i dlatego nie pokrywa się z tym, co codziennie widzę w ramówce?

Ktoś może napisać - (jeszcze) jest przecież TVP Kultura, TVP Historia, TVP Info, TVP Sport... Fajnie że jest, ale w swoim domu opłacając podatek radiowo-telewizyjny (bez wykupywania jakichś pakietów Polsatu, Canal+ czy innej Cyfry z dekoderem) odbieram wyłącznie TVP 1, TVP 2 i mocno "śnieżące" TVP info. Dlaczego? Przecież wszystkie te programy oznaczone są dumnie logiem TVP, czyli teoretycznie na te wszystkie programy idą moje pieniądze z abonamentu. Gdzie popełniłem tutaj błąd w myśleniu?

A do tego (jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności łagodzących) wczoraj na moim monitorze zaświecił kolejny genialny pomysł zreformowania opłat rtv.

Abonament ma zastąpić tzw. publiczna opłata licencyjna. 10 zł miesięcznie miałby płacić każdy ubezpieczony w ZUS lub KRUS Polak. A także prokuratorzy, funkcjonariusze policji, wojskowych i cywilnych służb specjalnych, CBA, BOR, straży granicznej, pożarnej i więziennej (nie są ubezpieczeni w ZUS)
Więcej niż abonament

10 zł od każdego to więcej, niż płacimy dziś. Bo choć abonament wynosi teraz 17 zł, to płaci się go od gospodarstwa domowego, bez względu na to, ile osób w nim mieszka. Przykład: dziś rodzice z jednym dzieckiem płacą 17 zł, w myśl projektu każde z rodziców płaciłoby opłatę licencyjną - w sumie 20 zł.

Za uczniów, pełnoletnich, ale nieubezpieczonych Polaków, bezrobotnych i emerytów płacić miałby budżet państwa.[1]

Swoją drogą, jest to bardzo fajnie ujęte - każdy ubezpieczony po 10 zł, za innych z budżetu państwa (czyli od kogo? od każdego pracującego, a co za tym idzie - ubezpieczonego).

Następnie znajduje się cała lista pobożnych życzeń i zmian, do których pewnie tak naprawdę nigdy naprawdę nie dojdzie. Najbardziej prawdopodobne są jedynie dwie rzeczy:
1) to, że w końcu wzrosną opłaty
2) to, że kolejny prezes odejdzie z ciepłej posadki z kilkumilionową odprawą (za pieniądze z worka bez dna, czyli budżetu państwa)

A ja nadal będę włączał TVP tylko po to, aby obejrzeć jakieś wiadomości i czasami wydarzenia sportowe (o ile oczywiście dane mi będzie obejrzeć to w publicznej telewizji).

Wiem, że maile Marka pewnie za dużo nie zmienią (o ile w ogóle zostaną przez kogokolwiek przeczytane). Za dużo nie zmieni też ten jeden wpis na jakimś blogu, jednym z tysięcy innych w ogromnej, międzynarodowej blogosferze. Ale czasami wydaje mi się, że oprócz pisania niewiele mi pozostaje.

Post scriptum
Paweł Rybicki, Pardon, "Gwiazdy na lodzie" to "chamstwo" za nasze pieniądze! (czyli co o sprawie sądzi Rzecznik Praw Obywatelskich, Janusz Kochanowski) [dostęp: 08.10.2008]

Źródła:
[1] Agnieszka Kublik, Gazeta Wyborcza, 10 zł miesięcznie na telewizję. Zapłacisz? [dostęp: 07.10.2008]



Komentarze

Admiral Awesome pisze…
Oczywiście nikt nie odpisał na moje wiadomości e-mail i żadnej odpowiedzi się nie spodziewałem. Mam zamiar jednak napisać im, że przestaje płacić abonament, dostałem na to wg. mnie nieme przyzwolenie. Ciekawe, czy wtedy odpiszą.
triskaidekafil pisze…
Wtedy nie odpiszą, tylko w końcu ktoś założy Ci sprawę, którą pewnie przegrasz (z tego co słyszałem była już w Polsce sprawa osoby, która procesowała się o abonament i przegrała sprawę).

Popularne posty z tego bloga

Niezależni.org [ku pamięci]

Wpis zdecydowanie okazjonalny, chociaż lepiej by było (w moim - jak również kilku[nastu] innych ludzi mniemaniu - gdyby takiej okazji nigdy nie było). Dzisiaj swoją działalność kończy miejsce dla mnie szczególne, przez długie lata utożsamiane z moim "internetowym domem", adresem, pod którym zawsze czułem się "u siebie". Zaczęło się kilka dobrych lat temu, kiedy kidzior (Marek Karcz) wpadł na pomysł zorganizowania strony do Listy Niezależnych Radia Łódź. Najpierw współpraca z Radiem Łódź, później przejście na własną rękę, wiele recenzji, informacji o koncertach (początkowo głównie z Łodzi, później pojawiały się informacje z Pabianic, Bełchatowa, Piotrkowa Trybunalskiego - aż w końcu nawiązano współpracę z jednym z krakowskich klubów..). W końcu organizowanie koncertów pod własnym szyldem (z banerem, który zaginął w akcji..), zloty bardziej i mniej świąteczne, ale zawsze w dobrych humorach i z niezapomnianymi akcjami. Dzieliło nas czasami prawie wszystko, łączyło zami...

Uliczna (sub)kultura strachu

Właściwie już nawet sam nie wiem, ile razy miałem taką sytuację. Jadę rowerem, przede mną ( vis-à-vis ) osoba / osoby z małym dzieckiem. Nagle "zorientowanie się w sytuacji", nerwowe przyciągnięcie dziecka do siebie, czasami dość głośne "uważaj, rower jedzie", "patrz przed siebie", "zejdź z drogi". Nie pozostaje mi w zasadzie nic więcej, jak tylko uśmiechnąć się do mijających mnie pieszych z maluchem i nieśmiało uśmiechnąć się, z nieukrywanym uczuciem zakłopotania. Niezmiennie, za każdym razem. Stałem się -- wbrew swojej woli -- uczestnikiem jednej z pierwszych lekcji "wychowania komunikacyjnego" tego młodego człowieka. Oto ja: rowerzysta, szybki, większy, "silniejszy", "ustąp mi miejsca". Oto on: pieszy, wolniejszy, "narażony na obrażenia, które mu niechybnie zafunduję, jeśli tylko nie zejdzie mi z drogi". Za chwilę pewnie pytanie "a gdzie ja jeżdżę, skoro mi dzieci prosto spod kół zabierają...

Przywróćmy myślenie

W sumie trudno mi powiedzieć, jakie uczucia towarzyszą mi, gdy czytam kolejne informacje dotyczące akcji przywracania lekcji historii w szkołach . Nawet nie chodzi mi o te całe dywagacje, jaki będziemy mieli patriotyzm ( a teraz jaki mamy? ), jaką wiedzę historyczną będą miały następne pokolenia ( a teraz jaką mają? ) czy jak "władza ogłupia lud". Spuszczę zasłonę milczenia na teksty wygłaszane przez obrońcę nauki historii, Łukasza Warzechę , który nie widzi potrzeby rozmowy z uczniami jako  "niepełnoprawmymi partnerami do dyskusji" . Z uczniami nie rozmawiałem - przyznał Warzecha. - Mam wrażenie, że uczeń na poziomie I klasy liceum nie jest w stanie ogarnąć wszystkich konsekwencji. Jeżeli ktoś ma 15 czy 16 lat to, nie chcę nikogo urazić, ale nie jest pełnoprawnym partnerem takiej dyskusji - uważa. [ 1 ] Nie wiem, jakie uczucia mi towarzyszą, gdy czytam te rewelacje, bo jest to coś pomiędzy śmiechem przez łzy i zażenowaniem. Rozpoczęto batalię o liczbę godz...