Przejdź do głównej zawartości

Czy odkrywasz w sobie dziecko?

Przejazd z mieszkania na uczelnię koło godziny 7:30 rano jest zdecydowanie jednym z elementów walki człowieka współczesnego o byt. Mógłbym nawet w przenośni napisać, że jest to walka o przestrzeń życiową - ale o to była już jedna wojna, a każda wojna to o jedną wojnę za dużo. Także przychodzi mi przez większą część tygodnia staczać od rana dwie ciężkie bitwy - pierwsza o podniesienie się z łóżka o 6:00, druga o skrawek wolnego miejsca w autobusie linii 50/55/Z8 (w zależności od tego, co akurat się znajdzie w zasięgu przystanku, na którym stoję). Nie trudno się domyślić, że poranny klimat w autobusie nie sprzyja w większości radosnemu mówieniu sobie dzień dobry. I wśród tych grobowych min (mówiących "przysuń się jeszcze trochę w moją stronę a powiem ci coś, co zepsuje ci nastrój na resztę dnia") do autobusu radośnie wskakuje dziecko szybko znajdujące sobie miejsce przy najbliższej możliwej szybie (generalnie pozostaje mu już tylko szyba drzwi wejściowych) i z uśmiechem obserwuje to, co jest za oknem jadącego autobusu...

Jedną z największych zagadek są dla mnie dzieci. Jakie one są naprawdę, a właściwie - co z dziecka zostaje w tak zwanym "człowieku dorosłym". Nie zamierzam nawet zaczynać idealizować, bo nawet ja - nie zajmujący się ani psychologią, ani pedagogiką - widzę, jakie potrafią być dzieci.

I tak
  • dzieci są egoistami. Chyba nikt tak otwarcie i bezczelnie nie potrafi upominać się o swoje. "To moje", "nie ruszaj", "daj mi to" - klasyka z cytatów niejednego dziecka. Dopiero z czasem przychodzi (?) doświadczenie, że nie można mieć wszystkiego, że czasem naprawdę fajniej jest coś komuś dać niż zachować dla siebie, że staranie się o bycie pępkiem świata nie zawsze przynosi pożądane skutki. Ale z drugiej strony mało kto potrafi dawać tak radośnie i szczerze jak dziecko. Kiedy oddaje część cukierków zapewne nie planuje, że za dwa dni osoba obdarowana dostanie parę czekolad i w ostatecznym rozrachunku można z tego wyjść całkiem dobrze na swoim.
  • dzieci są szczere. I niejednokrotnie jest to szczerość w najczystszym wydaniu - bez odrobiny zahamowania. Masz krzywo zapiętą koszulę? Dziecko to zauważy. Masz rude włosy? Dziecko nie omieszka o tym wspomnieć przy pierwszej lepszej okazji. Masz problem z nadwagą? Jeżeli nie jesteś pewny lub pewna zapytaj o to dziecko. Jeżeli jeszcze dodać do tego fruwające w powietrzu jak pyłki, wszechobecne stereotypy (które dorośli potrafią (?) oddzielać od tego, co jest tak zwanym "faktem autentycznym"), to szczerość niektórych osobników z wieku dziecięcego potrafi pozostawić swój ślad w psychice na długie lata. Jednak szczerość w wydaniu dziecięcym ma też inny aspekt - chyba najszczerzej na świecie potrafią przepraszać właśnie dzieci. To nic, że o swoich przeprosinach i obietnicy poprawy dziecko zapomina przeważnie po upływie 24 godzin (chociaż może i szybciej.. szczerze pisząc nie sprawdzałem), ale w tym jednym momencie mówienia "przepraszam" potrafi niesamowicie szczerze żałować za coś, co w opinii dorosłych było złe.
  • dzieci potrafią zbojkotować dosłownie wszystko, co tylko jest możliwe do zbojkotowania. Zupa jest za gorąca, ta zabawa jest nudna, jest za gorąco, jest za zimno.. Przykładów można by wymyślić jeszcze sporo. Ale też kto, tak jak dzieci, potrafi cieszyć się z jednej chwili? Z oglądania motyli, z biegania po łące czy lesie, z kąpania się w wodzie..
Co zostaje z dziecka kiedy dorastamy, a obcy ludzie na ulicy zaczynają się zwracać do nas per pan / pani?

Czasami wydaje mi się, że stajemy się kimś na wzór wysublimowanej wersji dziecka - jesteśmy egoistami, choć skrzętnie staramy się to ukryć pod płaszczykiem przebłysków altruizmu, jesteśmy do bólu szczerzy - ale tylko za plecami danej osoby, bo patrząc w oczy niewiele potrafimy szczerze powiedzieć (nawet wtedy, kiedy trzeba to zrobić), co chwilę coś nam nie pasuje - choćby było niemal idealnie, potrafimy znaleźć coś, co niszczy wszystko wokół (łącznie z tym, co z taki mozołem staraliśmy się zbudować).

I tylko od czasu do czasu zdarza nam się zatęsknić za bezinteresownym uśmiechem obcej osoby na ulicy, pomocną radą przyjaciela, który nie powie nam tego, co chcemy usłyszeć - ale co powinniśmy usłyszeć, zupełnie wyjątkowo uda nam się spędzić pół dnia leżąc na łące podziwiając drzewa, których przez tyle lat nie udało nam się zobaczyć.

Ale może mi się tylko tak wydaje.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Niezależni.org [ku pamięci]

Wpis zdecydowanie okazjonalny, chociaż lepiej by było (w moim - jak również kilku[nastu] innych ludzi mniemaniu - gdyby takiej okazji nigdy nie było). Dzisiaj swoją działalność kończy miejsce dla mnie szczególne, przez długie lata utożsamiane z moim "internetowym domem", adresem, pod którym zawsze czułem się "u siebie". Zaczęło się kilka dobrych lat temu, kiedy kidzior (Marek Karcz) wpadł na pomysł zorganizowania strony do Listy Niezależnych Radia Łódź. Najpierw współpraca z Radiem Łódź, później przejście na własną rękę, wiele recenzji, informacji o koncertach (początkowo głównie z Łodzi, później pojawiały się informacje z Pabianic, Bełchatowa, Piotrkowa Trybunalskiego - aż w końcu nawiązano współpracę z jednym z krakowskich klubów..). W końcu organizowanie koncertów pod własnym szyldem (z banerem, który zaginął w akcji..), zloty bardziej i mniej świąteczne, ale zawsze w dobrych humorach i z niezapomnianymi akcjami. Dzieliło nas czasami prawie wszystko, łączyło zami...

Uliczna (sub)kultura strachu

Właściwie już nawet sam nie wiem, ile razy miałem taką sytuację. Jadę rowerem, przede mną ( vis-à-vis ) osoba / osoby z małym dzieckiem. Nagle "zorientowanie się w sytuacji", nerwowe przyciągnięcie dziecka do siebie, czasami dość głośne "uważaj, rower jedzie", "patrz przed siebie", "zejdź z drogi". Nie pozostaje mi w zasadzie nic więcej, jak tylko uśmiechnąć się do mijających mnie pieszych z maluchem i nieśmiało uśmiechnąć się, z nieukrywanym uczuciem zakłopotania. Niezmiennie, za każdym razem. Stałem się -- wbrew swojej woli -- uczestnikiem jednej z pierwszych lekcji "wychowania komunikacyjnego" tego młodego człowieka. Oto ja: rowerzysta, szybki, większy, "silniejszy", "ustąp mi miejsca". Oto on: pieszy, wolniejszy, "narażony na obrażenia, które mu niechybnie zafunduję, jeśli tylko nie zejdzie mi z drogi". Za chwilę pewnie pytanie "a gdzie ja jeżdżę, skoro mi dzieci prosto spod kół zabierają...

Przywróćmy myślenie

W sumie trudno mi powiedzieć, jakie uczucia towarzyszą mi, gdy czytam kolejne informacje dotyczące akcji przywracania lekcji historii w szkołach . Nawet nie chodzi mi o te całe dywagacje, jaki będziemy mieli patriotyzm ( a teraz jaki mamy? ), jaką wiedzę historyczną będą miały następne pokolenia ( a teraz jaką mają? ) czy jak "władza ogłupia lud". Spuszczę zasłonę milczenia na teksty wygłaszane przez obrońcę nauki historii, Łukasza Warzechę , który nie widzi potrzeby rozmowy z uczniami jako  "niepełnoprawmymi partnerami do dyskusji" . Z uczniami nie rozmawiałem - przyznał Warzecha. - Mam wrażenie, że uczeń na poziomie I klasy liceum nie jest w stanie ogarnąć wszystkich konsekwencji. Jeżeli ktoś ma 15 czy 16 lat to, nie chcę nikogo urazić, ale nie jest pełnoprawnym partnerem takiej dyskusji - uważa. [ 1 ] Nie wiem, jakie uczucia mi towarzyszą, gdy czytam te rewelacje, bo jest to coś pomiędzy śmiechem przez łzy i zażenowaniem. Rozpoczęto batalię o liczbę godz...