Przejdź do głównej zawartości

O sypialni lub też nie (post debatum)

Przydała by się jakaś krótka notatka na temat dzisiejszej debaty w zadymionym Klubie 77 (żadnej tam "knajpie", Adamie!). Dla przypomnienia -- lub też uświadomienia -- tematem debaty było "Łódź - europejska metropolia czy sypialnia Warszawy? Ambicje czy zŁÓDZenia?", organizowana została z inicjatywy i pod patronatem Jacka Saryusza-Wolskiego, zaś dla potomności -- spis prelegentów: dr Dariusz Trzmielak (dyrektor Centrum Transferu Technologii UŁ), Michał Skrzek (Forum Młodych Dyplomatów), Hubert Barański (Grupa Pewnych Osób), Leszek Jażdżewski (Liberté! / Projekt:Polska) i Jarosław Ogrodowski (Szacunek dla Łodzi). Moderatorem był redaktor J. Grudzień.

Jeszcze załączę oficjalny cel debaty, czyli próba udzielenia odpowiedzi na poniższe pytania:
Jak zachować tożsamość Łodzi dążąc do nowoczesnego jej rozwoju? Jaka powinna być jej architektura jutra? Czy Łódź jest miastem kultury? Co wyróżnia nas od biznesowej Warszawy? Czy Łódź to miasto nauki i nowych technologii? Co zrobić żeby Młodzi utożsamiali się z Łodzią? W jaki sposób dać się innym poznać? W jaki sposób stać się cenionym miastem europejskim?
A treść debaty w sumie odpowiadała celowi, czyli o wszystkim i o niczym konkretnie.

Jak zauważył po debacie Jarek Ogrodowski, mam studenckie nawyki robienia notatek (chociaż nasuwa się pytanie, czy są to nadal studenckie nawyki i czy nie pochodzą z pewnej minionej epoki), także dysponuję ich całkiem sporą ilością -- ale przeglądając je zastanawiam się, co właściwie można by wkleić.

Podczas trwania debaty padła bardzo duża liczba pytań (pokrywających się mniej więcej z szeroko zakrojonym tematem spotkania -- co wcale nie było takie trudne), która niemalże odwrotnie proporcjonalnie miała się do udzielonych na nie odpowiedzi. Po debacie pojawiały się głosy, że było raczej smętnie i mało produktywnie (prawda, Jarku?), ale czego można było się spodziewać w sytuacji, gdy na sali pojawili się sami pytający, zaś kompetentnych osób, mogących udzielić odpowiedzi na przynajmniej część z postawionych pytań -- nie było. Oczywiście główni nieobecni to przedstawiciele lokalnych władz, z których nikt nie raczył zaszczycić debaty swoją obecnością (a może zaproszenia nie były wysłane?). Dlatego też całe to spotkanie składało się głównie z dywagacji, argumentów mniej lub bardziej ad personam, pobożnych życzeń i planów.

Z takich ciekawszych wypowiedzi* (wybór oczywiście mocno subiektywny, przytoczone tutaj fragmenty są jedynie pewnym odwzorowaniem wypowiedzianych kwestii, fragmentów wystąpień poszczególnych prelegentów -- choć starałem się je ująć jak najlepiej; nie są one autoryzowane przez wygłaszające je osoby):
  • Leszek Jażdżewski:
- stosunek do Łodzi wielu osób można określić jako "love-hate relationship" - nie kocha się za coś, kocha się mimo wszystko -- a Łodzi ciężko zrobić pocztówkę;
- dlaczego takiej debaty nie zorganizował chociażby Tomasz Sadzyński [aktualny komisarz Łodzi - przypis mój], który jest na co dzień w Łodzi, tylko europoseł, który na co dzień jest w Brukseli?
- nie dyskutujemy, czy mamy być bogatsi, czy mamy być szczęśliwsi -- bo mamy być. Pytanie, kto ma to robić -- i czemu władze miasta tego nie robią.

  • Jarosław Ogrodowski:
- w punktu widzenia mieszkańca miejscowości położonej między Łodzią a Warszawą, Łódź straciła miejsce "pomiędzy"; Warszawa przyciąga, zaś Łódź odpycha. Jest brudna, nie jest zadbana, na ulicy Piotrkowskiej nie ma nic oprócz rozpadającej się nawierzchni czy np. zaledwie 7 ławek. Ważne są małe szczegóły, tworzące życie tego miasta, o które właściwie nikt w nim nie dba;
- ostatnie lata -- które inne miasta wykorzystały na poprawienie swojej pozycji -- były dla Łodzi zmarnowane;
- Wrocław miał z budowaniem swojej pozycji i tożsamości większe problemy, niż Łódź.  Weźmy za punkt wyjścia rok 1997 -- po powodzi do zniszczonego Wrocławia pomoc wysyłała między innymi Łódź -- a gdzie jest teraz Wrocław, gdzie jest Łódź? Co zrobiliśmy? Wyremontowaliśmy kawałek Pomorskiej, kawałek Kilińskiego i zbudowaliśmy Łódzki Tramwaj Regionalny?
[jako częściowa replika padł argument ze strony jednej z wypowiadających się osób, że mieszkańcy Łodzi mieli dużo wcześniej "przetrącony kręgosłup" biorąc pod uwagę budowanie związku ze swoim miastem na zasadzie identyfikacji oraz dumy z jego historii -- wmawiano im,  że Łódź jest brzydka i tak też się z nią obchodzono.]
- w Żyrardowie na dworcu mnie wita tablica ifnormująca o tym, że jest to miasto z przemysłową historią, informacjami na temat miejsc wartych odwiedzenia oraz przywitaniem i wyrażoną radością z faktu z przyjazdu do miasta -- a czemu w Łodzi nie ma czegoś takiego? Wystarczyło by odpowiednio wykorzystać zakupione citylighty. A gdzie są znaki informujące o dojeździe do reprezentacyjnej dla Łodzi ulicy Piotrkowskiej? Nie ma takich.
- występując z pozycji niezaangażowanego (bezpośrednio) politycznie działacza organizacji pozarządowej udaje nam się coś więcej osiągnąć, niż uzyskując dwa - trzy mandaty radnych, którzy co najwyżej mogą napisać interpelację. Jeżeli byłbym radnym, byłbym postrzegany jako polityczna konkurencja.
[był to argument na pytanie o to, dlaczego osoby udzielające się w organizacjach nie kandydują na stanowiska związane z bezpośrednim sprawowaniem władzy w jednostce samorządu lokalnego]

(chciałem umieścić jeszcze ten cytat o Łodzi i dziecku z Downem, ale nie chcę, żeby był przez kogoś źle zrozumiany w oderwaniu od całości kontekstu, także jak Jarek będzie chciał, to dopowie)

  • Hubert Barański:
- występują dwa zjawiska dotyczące podejścia do Łodzi -- niewiedza lub zbyt duże aspiracje. Ci, którzy wiedzą dużo chcą jeszcze więcej i przy niespełnieniu ich oczekiwań uważają, że się nic nie dzieje. Ci którzy nie wiedzią, nie oczekują niczego (?)
- zaistniałej sytuacji są winne dwie grupy: winni są politycy dbający jedynie o swój własny ogródek. Tacy, którzy będąc w Warszawie zapominają, że są z Łodzi [nie przywiązują większej wagi do swych łódzkich korzeni - przypis mój]. Jednak to my decydujamy o tym, kto politykiem jest, a kto nie [w ramach wezwania Huberta do aktywnego włączenia się w kreowanie politycznej rzeczywistości przez udział w wyborach - przypis mój] Drugą grupę stanowią dziennikarze, którzy często nie potrafią dostrzec tego, co w Łodzi jest dobre i w poruszanych tematach zbyt często kreują jedynie negatywny wizerunek Łodzi. Lubują się w dopieprzaniu miastu;
- wiele tematów dotyczących społecznej aktywności mieszkańców miasta, które dla dziennikarzy są ważną wiadomością w innych miastach, w Łodzi nie wywołuje większego zainteresowania;
- tożsamość Łodzi można budować m.in. na gruncie licznych łódzkich zabytków, które politycy niszczą [w odniesieniu do sprawy  A politycy je niszczą [w odniesieniu do chociażby sprawy Resursy Rzemieślniczej na ul. Kilińskiego - przypis mój]
- w Łodzi szczycimy się Janem Pawłem II, który ma nadane Honorowe Obywatelstwo Miasta JPII, a który był w mieście 8 godzin. Nie pamiętamy jednocześnie o Karolu Scheiblerze czy Izraelu Poznańskim -- twórcach potęgi Łodzi;

  • Jacek Saryusz-Wolski:
- od Wrocławia różni Łódź tkanka społeczna -- tamte miasta mają większe i prężniej działające elity [kwestia zatrzymania elit w Łodzi - przypis mój]
- w Polsce nie będzie lepiej, dopóki partii politycznych nie użyjemy do odpowiednich celów. Kiedy mówi "this is political", oznacza to coś szlachetnego, wyższego, słusznego. W Polsce stwierdzenie "to jest polityczne" ma głównie negatywne zabarwienie; dotyczy czegoś zbrukanego, nędznego, niegodnego;

  • Krzysztof Grabarczyk (uczestnik debaty)
- Łódź może stać się sypialnią Warszawy i nie należy się tego obawiać. Będzie to jedynie część mieszkańców Łodzi, którzy w Warszawie będą pracować, jednak ich główny ośrodek zainteresowania pozostanie w Łodzi, gdzie będą wracać, korzystać ze służby zdrowia, spędzać swój wolny czas, wychowywać i kształcić swoje dzieci. Konieczna do tego jest rozbudowa infrastruktury (między innymi usprawnienie połączeń na linii Łódź-Warszawa), poprawienie działania służby zdrowia (nawet i w celu przyciągania do Łodzi "turystyki zdrowotnej"), zapewnienie jak najlepszego systemu edukacji.


Inne ważne tematy, które były poruszane to między innymi kwestia braku większego zaangażowania w życie miasta inteligencji skupionej wokół łódzkich uczelni wyższych, brak współpracy tych uczelni oraz innych organizacji na rzecz wspólnych projektów dla Łodzi, poczuciu niemocy sprawczej przez działaczy organizacji społecznych w starciu z urzędnikami (brak wsparcia ze strony urzędników dla inicjatyw społecznych oraz ignorowanie ich postulatów), kwestia wykorzystania pozycji, jakie na naukowej mapie Polski zajmują łódzkie uczelnie wyższe.

Jedyna kobieta, która zabrała w debacie głos (drogie Panie, to jest prztyczek w waszą stronę) -- Agata z Forum Młodych Dyplomatów, o ile mnie pamięć nie myli -- mówiła o niewielkiej liczbie głosów potrzebnych do bycia wybranym w Łodzi na radnego oraz o szansie, jaka z tego wynika dla wyłonienia odpowiednich kandydatur ze strony organizacji zaangażowanych społecznie w Łodzi i uzyskania przez te osoby mandatu radnego.

Z bardziej egzotycznych -- w moim przeczuciu -- pomysłów padłu hasła utworzenia wspólnego ruchu politycznego pod hasłem "Szacunek dla Łodzi" oraz (od innej osoby) spisania swojego rodzaju umowy -- odpowiednika dawnych pacta conventa -- między mieszkańcami a wybieranym włodarzem (radnymi?) miasta [co -- swoją drogą -- jest raczej niewykonalne w świetle obowiązujących w Polsce przypisów, ale pomysł padł, więc odnotowuję].

* mam w zapasie dużo więcej wypowiedzi, ale starałem się wybrać takie, które -- nawet w pewnym oderwaniu od kontekstu -- będą oddawały w przynajmniej minimalnym stopniu intencje wypowiedzi danego prelegenta. Za ewentualne przekręcenia serdecznie przepraszam, nie są one celowe -- jestem także otwarty na wszelkie ewentualne sprostowania i poprawki.

No to sobie podyskutowaliśmy.

post scriptum
Konkurencyjna relacja niejakiego gothmuchy (kto wie, kim on, ten niech się cieszy) -- czyli spojrzenie od nieco innej strony.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Niezależni.org [ku pamięci]

Wpis zdecydowanie okazjonalny, chociaż lepiej by było (w moim - jak również kilku[nastu] innych ludzi mniemaniu - gdyby takiej okazji nigdy nie było). Dzisiaj swoją działalność kończy miejsce dla mnie szczególne, przez długie lata utożsamiane z moim "internetowym domem", adresem, pod którym zawsze czułem się "u siebie". Zaczęło się kilka dobrych lat temu, kiedy kidzior (Marek Karcz) wpadł na pomysł zorganizowania strony do Listy Niezależnych Radia Łódź. Najpierw współpraca z Radiem Łódź, później przejście na własną rękę, wiele recenzji, informacji o koncertach (początkowo głównie z Łodzi, później pojawiały się informacje z Pabianic, Bełchatowa, Piotrkowa Trybunalskiego - aż w końcu nawiązano współpracę z jednym z krakowskich klubów..). W końcu organizowanie koncertów pod własnym szyldem (z banerem, który zaginął w akcji..), zloty bardziej i mniej świąteczne, ale zawsze w dobrych humorach i z niezapomnianymi akcjami. Dzieliło nas czasami prawie wszystko, łączyło zami...

Uliczna (sub)kultura strachu

Właściwie już nawet sam nie wiem, ile razy miałem taką sytuację. Jadę rowerem, przede mną ( vis-à-vis ) osoba / osoby z małym dzieckiem. Nagle "zorientowanie się w sytuacji", nerwowe przyciągnięcie dziecka do siebie, czasami dość głośne "uważaj, rower jedzie", "patrz przed siebie", "zejdź z drogi". Nie pozostaje mi w zasadzie nic więcej, jak tylko uśmiechnąć się do mijających mnie pieszych z maluchem i nieśmiało uśmiechnąć się, z nieukrywanym uczuciem zakłopotania. Niezmiennie, za każdym razem. Stałem się -- wbrew swojej woli -- uczestnikiem jednej z pierwszych lekcji "wychowania komunikacyjnego" tego młodego człowieka. Oto ja: rowerzysta, szybki, większy, "silniejszy", "ustąp mi miejsca". Oto on: pieszy, wolniejszy, "narażony na obrażenia, które mu niechybnie zafunduję, jeśli tylko nie zejdzie mi z drogi". Za chwilę pewnie pytanie "a gdzie ja jeżdżę, skoro mi dzieci prosto spod kół zabierają...

Przywróćmy myślenie

W sumie trudno mi powiedzieć, jakie uczucia towarzyszą mi, gdy czytam kolejne informacje dotyczące akcji przywracania lekcji historii w szkołach . Nawet nie chodzi mi o te całe dywagacje, jaki będziemy mieli patriotyzm ( a teraz jaki mamy? ), jaką wiedzę historyczną będą miały następne pokolenia ( a teraz jaką mają? ) czy jak "władza ogłupia lud". Spuszczę zasłonę milczenia na teksty wygłaszane przez obrońcę nauki historii, Łukasza Warzechę , który nie widzi potrzeby rozmowy z uczniami jako  "niepełnoprawmymi partnerami do dyskusji" . Z uczniami nie rozmawiałem - przyznał Warzecha. - Mam wrażenie, że uczeń na poziomie I klasy liceum nie jest w stanie ogarnąć wszystkich konsekwencji. Jeżeli ktoś ma 15 czy 16 lat to, nie chcę nikogo urazić, ale nie jest pełnoprawnym partnerem takiej dyskusji - uważa. [ 1 ] Nie wiem, jakie uczucia mi towarzyszą, gdy czytam te rewelacje, bo jest to coś pomiędzy śmiechem przez łzy i zażenowaniem. Rozpoczęto batalię o liczbę godz...