Przejdź do głównej zawartości

Rok wypadków i katastrof w łódzkim MPK

25 stycznia -- równo rok temu -- łódzcy radni zmienili taryfy opłat w łódzkim MPK, znosząc przy okazji dotychczasową opłatę za przewóz bagaży (w tym rowerów). I o ile bagażu nikt się szczególnie nie czepiał (no, może poza wyjątkami*), to o rowerach w MPK wielu miało wiele do powiedzenia (wszak na rowerze każdy jeździł, więc się też każdy zna). Cała sprawa dotyczyła tego, że choć wyraźnego zakazu przewozów rowerów w łódzkim MPK nie było, to kierujący pojazdem zawsze mógł podciągnąć rower pod kategorię "przedmiotów, które mogą wyrządzić szkodę innym podróżnym przez uszkodzenie lub zabrudzenie ich ciała lub odzieży" (§ 12. pkt 4 Przepisów porządkowych lokalnego transportu zbiorowego w Łodzi). Dopisanie w § 13. sformułowania "w tym rowery" wywołało tak burzliwą dyskusję z tak absurdalnymi argumentami, że słuchając ich nie do końca było wiadomo, gdzie oczy schować.

Jako że internet cierpliwy i wszystko zniesie, po tym roku z rozbawieniem można wrócić do tej "gorącej" dyskusji, opublikowanej w protokole Nr XXXI/12 z XXXI sesji Rady Miejskiej w Łodzi
odbytej w dniu 25 stycznia 2012 r. (chociaż moja pamięć przywołuje więcej argumentów, które były użyte "przeciwko" -- zupełnie nie rozumiem dlaczego).

Czy ktoś może mi powiedzieć, ile od tego czasu było wypadków z udziałem rowerów w MPK? (a jak tramwaj bądź autobus zahamuje, to kto będzie odpowiedzialny za szkody spowodowane przez ten rower?). Ewentualnie przypomnijcie mi proszę, ile osób "pobrudziły w MPK rowery", ile razy rowery zablokowały możliwość wejścia do MPK innym pasażerom -- i gdzie do jasnej ciasnej są te tłumy rowerzystów, bezkarnie przemieszczających się MPK (tylko przez to, że już nie muszą dokupywać osobnego biletu na przewożony przez siebie rower)?

Tak to jest kiedy próbuje się dyskutować o czymś, o czym nie ma się większego pojęcia.

W ramach ciekawostek -- jedna z weselszych wypowiedzi sprzed roku.
* Radny p. Maciej Rakowski powiedział: „Z uwagą słuchałem wystąpienia radnego p. M. Walaska, który zachwalał przedmiotowy projekt uchwały, wskazywał na jego plusy, w szczególności rzekome plusy w zakresie deregulacji przewożenia psów. Pan Radny wyrażał entuzjazm, że nie trzeba ich mierzyć itd. Ale w moim przekonaniu i właśnie z tych powodów nie mogę zagłosować „za” przedłożonym projektem uchwały. Z pewnym przerażeniem i niesmakiem stwierdzam, że w Łodzi, pod rządami Platformy Obywatelskiej dziecko jest traktowane gorzej niż pies. To byłoby śmieszne, gdyby nie było prawdą wynikającą z przedmiotowego projektu uchwały. Naprawdę nie jestem w stanie zrozumieć, pojąć i poprzeć regulacji, w myśl której można do tramwaju wsiąść z dużym sześcioletnim psem, owcą, niewielką krową, świnią. To wszystko można wozić bezpłatnie. Kosztuje tylko przewóz dziecka. Tak wygląda praktyka działań partii, która mówi o polityce prorodzinnej. To jest ta polityka prorodzinna dla łodzian – lepiej mieć świnię niż dziecko. To jest w moim przekonaniu absurd tak oczywisty, że nie wymaga chyba szerszego tłumaczenia, dlaczego tak nie powinno być i z czego wynika ta rażąca niesprawiedliwość, to gorsze traktowanie małych ludzi od zwierząt. W tym przypadku możemy mieć do czynienia z próbą obchodzenia powyższej regulacji, czyli przebieraniem dzieci za zwierzęta. Sądzę, że jakimś powodzeniem zaczną się cieszyć kostiumy psów, reniferów. Przecież dziecko nawet nie musi przez cały czas siedzieć na czterech w tramwaju, żeby jechało darmo. Może stać na dwóch. Pies też jak stanie na dwóch łapach to przecież nie podlega przez to opłacie. Dziecko nawet nie musi za bardzo umieć szczekać, bo tutaj decyduje strój. To nie jest tak, że tylko psy szczekające są zwolnione od opłat. Drugą koncepcją jest to, że dziecko można darmo przewozić jako bagaż. Usłyszymy na przystankach takie teksty: „Wskakuj Krzysiu do pudełka.” i z tym pudłem ktoś będzie wsiadał do tramwaju. Może się opłacić, jeśli chce się od czasu do czasu zaoszczędzić parę złotych, a łodzianie nie należą do najzamożniejszych. Być może nawet okaże się, że można dziecku tylko uchwyt przymocować i już trzymane w ręku nie będzie podlegało opłatom, bo dziecko z uchwytem, niedotykające podłogi a trzymane w ręku, to bagaż, a bagaż nie podlega opłacie. Z tych oczywistych względów nie mogę głosować „za” przedmiotowym projektem uchwały.

Komentarze

Anonimowy pisze…
O, matulu, ja u Rakowskiego miałem ćwiczenia i wywarł na mnie wówczas wrażenie cholernie inteligentnego faceta.

Popularne posty z tego bloga

Niezależni.org [ku pamięci]

Wpis zdecydowanie okazjonalny, chociaż lepiej by było (w moim - jak również kilku[nastu] innych ludzi mniemaniu - gdyby takiej okazji nigdy nie było). Dzisiaj swoją działalność kończy miejsce dla mnie szczególne, przez długie lata utożsamiane z moim "internetowym domem", adresem, pod którym zawsze czułem się "u siebie". Zaczęło się kilka dobrych lat temu, kiedy kidzior (Marek Karcz) wpadł na pomysł zorganizowania strony do Listy Niezależnych Radia Łódź. Najpierw współpraca z Radiem Łódź, później przejście na własną rękę, wiele recenzji, informacji o koncertach (początkowo głównie z Łodzi, później pojawiały się informacje z Pabianic, Bełchatowa, Piotrkowa Trybunalskiego - aż w końcu nawiązano współpracę z jednym z krakowskich klubów..). W końcu organizowanie koncertów pod własnym szyldem (z banerem, który zaginął w akcji..), zloty bardziej i mniej świąteczne, ale zawsze w dobrych humorach i z niezapomnianymi akcjami. Dzieliło nas czasami prawie wszystko, łączyło zami...

Uliczna (sub)kultura strachu

Właściwie już nawet sam nie wiem, ile razy miałem taką sytuację. Jadę rowerem, przede mną ( vis-à-vis ) osoba / osoby z małym dzieckiem. Nagle "zorientowanie się w sytuacji", nerwowe przyciągnięcie dziecka do siebie, czasami dość głośne "uważaj, rower jedzie", "patrz przed siebie", "zejdź z drogi". Nie pozostaje mi w zasadzie nic więcej, jak tylko uśmiechnąć się do mijających mnie pieszych z maluchem i nieśmiało uśmiechnąć się, z nieukrywanym uczuciem zakłopotania. Niezmiennie, za każdym razem. Stałem się -- wbrew swojej woli -- uczestnikiem jednej z pierwszych lekcji "wychowania komunikacyjnego" tego młodego człowieka. Oto ja: rowerzysta, szybki, większy, "silniejszy", "ustąp mi miejsca". Oto on: pieszy, wolniejszy, "narażony na obrażenia, które mu niechybnie zafunduję, jeśli tylko nie zejdzie mi z drogi". Za chwilę pewnie pytanie "a gdzie ja jeżdżę, skoro mi dzieci prosto spod kół zabierają...

Przywróćmy myślenie

W sumie trudno mi powiedzieć, jakie uczucia towarzyszą mi, gdy czytam kolejne informacje dotyczące akcji przywracania lekcji historii w szkołach . Nawet nie chodzi mi o te całe dywagacje, jaki będziemy mieli patriotyzm ( a teraz jaki mamy? ), jaką wiedzę historyczną będą miały następne pokolenia ( a teraz jaką mają? ) czy jak "władza ogłupia lud". Spuszczę zasłonę milczenia na teksty wygłaszane przez obrońcę nauki historii, Łukasza Warzechę , który nie widzi potrzeby rozmowy z uczniami jako  "niepełnoprawmymi partnerami do dyskusji" . Z uczniami nie rozmawiałem - przyznał Warzecha. - Mam wrażenie, że uczeń na poziomie I klasy liceum nie jest w stanie ogarnąć wszystkich konsekwencji. Jeżeli ktoś ma 15 czy 16 lat to, nie chcę nikogo urazić, ale nie jest pełnoprawnym partnerem takiej dyskusji - uważa. [ 1 ] Nie wiem, jakie uczucia mi towarzyszą, gdy czytam te rewelacje, bo jest to coś pomiędzy śmiechem przez łzy i zażenowaniem. Rozpoczęto batalię o liczbę godz...