Przejdź do głównej zawartości

Samorządowa rewolucja Komorowskiego

W zasadzie można powiedzieć, że projekt ustawy prezydenta Komorowskiego -- niegdyś zwanej "o wzmocnieniu udziału mieszkańców w działaniach JST, o współdziałaniu gmin, powiatów i województw oraz o zmianie niektórych ustaw" -- w pewnym sensie żyje już własnym życiem. Ile było wersji projektu nie pamiętają najstarsi górale. Dość powiedzieć, że prawie równo rok temu (w lutym 2012) przyszło mi współtworzyć stanowisko Kongresu Ruchów Miejskich do zmian zaproponowanych przez Związek Miast Polskich (mail prawie wszystko pamięta), a do jeszcze wcześniejszej wersji słałem propozycje zmian przez UMŁ do ministerstwa (tego nawet mój mail nie ogarnia).

Stąd też zainteresowanie kolejnymi wersjami ustawy stopniowo słabnie, zaś dyskusja -- poza hermetycznym gronem samorządowców i samorządowych geeków - praktycznie nie istnieje. A szkoda! Nawet pobieżne przejrzenie proponowanych zapisów (113 stron tekstu) pozwala stwierdzić z dużą dozą prawdopodobieństwa, że wejście przynajmniej części z nich może zostać uznane za największą samorządową rewolucję od czasu reformy administracyjnej z 1999 roku. Przyznając otwarcie, że zapisy -- nawet te najdalej idące -- nie stawiają nas w żadnej awangardzie społeczno-politycznego myślenia zachodniej Europy (co najwyżej gonimy i nadrabiamy braki), to propozycje wyraźnie pokazują, jak mocno (?) rozhuśtaliśmy naszą Polskę samorządową od 1990 roku.

Tyle w ramach wstępu. Dalej następuje zestawienie najważniejszych -- z mojego punktu widzenia --zmian (zająłem się elementami dotyczącymi funkcjonowania samorządu gminnego -- zmiany dotyczące powiatów i województw w wielu miejscach powielają założenia z najniższego poziomu samorządowego); polecam tym, którym albo się nie chce, albo nie mają siły na ponad 100 stron ustawowego pisadła. Postaram się krótko i zwięźle.

Dla tych, którzy wolą od razu sięgnąć po oryginał tekstu: Projekt ustawy o samorządzie - grudzień 2012 r. (oficjalna strona Prezydenta RP).

Ważna informacja od B. Komorowskiego: 
Kancelaria Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej zaprasza wszystkich zainteresowanych do udziału w konsultacjach społecznych kolejnej wersji projektu ustawy o współdziałaniu w samorządzie terytorialnym na rzecz rozwoju lokalnego i regionalnego oraz o zmianie niektórych ustaw. 
W konsultacjach można wziąć udział poprzez bezpośrednie wysłanie opinii na adres: fdp.samorzad@prezydent.pl lub poprzez stronę www.mamzdanie.org.pl, jak również za pośrednictwem poczty: Kancelaria Prezydenta RP, Biuro Projektów Programowych, ul. Wiejska 10, 00-902 Warszawa. 
Prosimy o zgłaszanie uwag do ww. projektu ustawy do 11 lutego 2013 roku.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------
-----------------------------------------------------------------------------------------------------
Na szczeblu deklaratywnym zaczyna się całkiem dobrze -- jużpierwsze artykuły wyraźnie wskazują na to, że jednym z głównych założeń jest próba wzmocnienia dialogu na szczeblu samorządowym, uczynienia go bardziej efektywnym oraz zwiększenie zaangażowania mieszkańców w sprawy ich wspólnot lokalnych i regionalnych

Art 1
Ustawa:
1) wzmacnia podstawy do współpracy mieszkańców podejmowanej w celu rozwoju lokalnego i regionalnego (...)
Art. 2 projektu ustawy:
1. Organy jednostek samorządu terytorialnego działają na rzecz pełnego udziału mieszkańców i innych zainteresowanych podmiotów w planowaniu i realizacji zadań publicznych służących zaspokajaniu potrzeb mieszkańców i rozwojowi poszczególnych wspólnot samorządowych.
Tutaj z pomocą przychodzi albo wzmocnienie znanych już narzędzi (np. zniesienie wymogu frekwencji przy referendum niezwiązanym z odwołaniem władz, nowa forma stowarzyszenia dla realizacji inicjatywy lokalnej, doprecyzowanie na szczeblu ustawy celu oraz charakteru konsultacji społecznych -- nie tylko z mieszkańcami, jak wynika teraz z ustawy o samorządzie gminnym itd.), albo wprowadzenie całkiem nowych rozwiązań (stowarzyszenia i komitety aktywności obywatelskiej, ustawowe uregulowanie inicjatywy uchwałodawczej mieszkańców wraz z opcją wcześniejszej kontroli poprawności projektu i czasem na jego poprawę, wprowadzenie wysłuchania publicznego jako szczególnej formy konsultacji -- obowiązkowego m.in. w przypadku uchwalania budżetu gminy). Niestety w niektórych przypadkach wzmocnienie mieszkańców może okazać się iluzoryczne -- diabeł tkwi w szczegółach.

Drugim ważnym celem, którego realizację zakłada projektodawca, jest wyraźne wzmocnienie samorządów (ich generalnej właściwości) oraz skłonienie samorządów (zgodnie z niektórymi artykułami -- praktycznie zmuszenie ich -- do podejmowania współpracy). Realizacji celu służyć mają aż trzy nowe struktury: konwent powiatowy (obowiązkowa forma współpracy), Zespół współpracy terytorialnej (fakultatywna forma współpracy) oraz konwent delegatów samorządu lokalnego w województwie (obowiązkowa forma współpracy). Oczywiście za tym wszystkim -- poza "dobrą wolą" -- stoją fundusze europejskie, a dokładniej rzecz ujmując nowa perspektywa finansowa, kładąca nacisk na tak zwane obszary funkcjonalne (po wpisaniu hasła w wujka Googla wyskakuje zaskakująco dużo trafień z końcówki 2012 roku ;-) ).

Warto jednak zwrócić uwagę na fakt, że w ramach proponowanych rozwiązań widać wyraźnie przechodzenie z systemu "parlamentarnego" na system "prezydencki" -- czyli wzmocnienie pozycji wójtów (burmistrzów / prezydentów miast), czasami nawet kosztem organów prawodawczo-kontrolnych. Najjaskrawszym przykładem tego podejścia -- poza kwestią narzucenia konieczności wysokiej frekwencji w referendum ws. odwołania organu wykonawczego -- jest zniesienie instytucji "absolutorium" i zastąpienie jej enigmatycznym "skwitowaniem". Przypomnę tylko, że nieudzielenie organowi wykonawczemu absolutorium było dotychczas expressis verbis wymienione w ustawie jako powód do zwołania referendum w sprawie jego odwołania. Sytuacja rzadka, ale dotychczas teoretycznie możliwa. Skoro już przy skwitowaniu jesteśmy: prawdziwą perełką jest propozycja wprowadzenia do ustawy o pracownikach samorządowych art. 36a, który warto przytoczyć w całości:

„Art.36a. 1. Nagrodę roczną dla pracowników samorządowych, o których mowa w art. 4 ust. 1 pkt 1, przyznaje właściwy organ stanowiący w formie uchwały.
2. Wysokość nagrody rocznej, o której mowa w ust. 1, nie może przekraczać trzymiesięcznego średniorocznego wynagrodzenia osoby nagradzanej w roku poprzedzającym rok, w którym nagroda została przyznana
3. Nagroda roczna, o której mowa w ust. 1, jest przyznawana w związku z udzieleniem skwitowania.
4. Nagroda roczna, o której mowa w ust, 1, może być przyznana jedynie wówczas, gdy osoba nagradzana spełniła kryteria ustalone przez organ stanowiący.
5. Kryteria, o których mowa w ust. 4, ustalane są z wyprzedzeniem co najmniej rocznym i opierają się na jakości i efektywności realizacji zadań.”;  
Inaczej rzecz ujmując -- jeżeli rada gminy się zgodzi, to nie dość, że organ wykonawczy uzyska owo tajemnicze "skwitowanie", dodatkowo będzie mógł liczyć na bonus w postaci nagrody rocznej, której wysokość nie będzie mogła przekroczyć trzymiesięcznego średniego wynagrodzenia osoby nagradzanej w roku poprzedzającym rok przyznania nagrody (oczywiście po spełnieniu zasad, które wcześniej uchwali organ stanowiący. Świetny przyczynek do politycznych rozgrywek, prawda?

-----------------------------------------------------------------------------------------------------
-----------------------------------------------------------------------------------------------------

ps. Oczywiście powyższe zestawienie nie ma charakteru dogłębnej analizy tekstu -- na to nie mam ani siły, ani czasu. Zresztą prawie o każdym z tych punktów można dyskutować godzinami. A to nie jest jeszcze ostatnie słowo tej ustawy.

Last but not least -- polecam teksty Marcina Gerwina "Co warto zmienić w projekcie ustawy prezydenta Komorowskiego?" (Sopocka Inicjatywa Rozwojowa) oraz "Referenda są dla mieszkańców, nie dla prezydentów miast" (Respublica Nowa).

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Niezależni.org [ku pamięci]

Wpis zdecydowanie okazjonalny, chociaż lepiej by było (w moim - jak również kilku[nastu] innych ludzi mniemaniu - gdyby takiej okazji nigdy nie było). Dzisiaj swoją działalność kończy miejsce dla mnie szczególne, przez długie lata utożsamiane z moim "internetowym domem", adresem, pod którym zawsze czułem się "u siebie". Zaczęło się kilka dobrych lat temu, kiedy kidzior (Marek Karcz) wpadł na pomysł zorganizowania strony do Listy Niezależnych Radia Łódź. Najpierw współpraca z Radiem Łódź, później przejście na własną rękę, wiele recenzji, informacji o koncertach (początkowo głównie z Łodzi, później pojawiały się informacje z Pabianic, Bełchatowa, Piotrkowa Trybunalskiego - aż w końcu nawiązano współpracę z jednym z krakowskich klubów..). W końcu organizowanie koncertów pod własnym szyldem (z banerem, który zaginął w akcji..), zloty bardziej i mniej świąteczne, ale zawsze w dobrych humorach i z niezapomnianymi akcjami. Dzieliło nas czasami prawie wszystko, łączyło zami...

Uliczna (sub)kultura strachu

Właściwie już nawet sam nie wiem, ile razy miałem taką sytuację. Jadę rowerem, przede mną ( vis-à-vis ) osoba / osoby z małym dzieckiem. Nagle "zorientowanie się w sytuacji", nerwowe przyciągnięcie dziecka do siebie, czasami dość głośne "uważaj, rower jedzie", "patrz przed siebie", "zejdź z drogi". Nie pozostaje mi w zasadzie nic więcej, jak tylko uśmiechnąć się do mijających mnie pieszych z maluchem i nieśmiało uśmiechnąć się, z nieukrywanym uczuciem zakłopotania. Niezmiennie, za każdym razem. Stałem się -- wbrew swojej woli -- uczestnikiem jednej z pierwszych lekcji "wychowania komunikacyjnego" tego młodego człowieka. Oto ja: rowerzysta, szybki, większy, "silniejszy", "ustąp mi miejsca". Oto on: pieszy, wolniejszy, "narażony na obrażenia, które mu niechybnie zafunduję, jeśli tylko nie zejdzie mi z drogi". Za chwilę pewnie pytanie "a gdzie ja jeżdżę, skoro mi dzieci prosto spod kół zabierają...

Przywróćmy myślenie

W sumie trudno mi powiedzieć, jakie uczucia towarzyszą mi, gdy czytam kolejne informacje dotyczące akcji przywracania lekcji historii w szkołach . Nawet nie chodzi mi o te całe dywagacje, jaki będziemy mieli patriotyzm ( a teraz jaki mamy? ), jaką wiedzę historyczną będą miały następne pokolenia ( a teraz jaką mają? ) czy jak "władza ogłupia lud". Spuszczę zasłonę milczenia na teksty wygłaszane przez obrońcę nauki historii, Łukasza Warzechę , który nie widzi potrzeby rozmowy z uczniami jako  "niepełnoprawmymi partnerami do dyskusji" . Z uczniami nie rozmawiałem - przyznał Warzecha. - Mam wrażenie, że uczeń na poziomie I klasy liceum nie jest w stanie ogarnąć wszystkich konsekwencji. Jeżeli ktoś ma 15 czy 16 lat to, nie chcę nikogo urazić, ale nie jest pełnoprawnym partnerem takiej dyskusji - uważa. [ 1 ] Nie wiem, jakie uczucia mi towarzyszą, gdy czytam te rewelacje, bo jest to coś pomiędzy śmiechem przez łzy i zażenowaniem. Rozpoczęto batalię o liczbę godz...