Przejdź do głównej zawartości

Post debatum

Ufff. 3,5 godziny debaty, całość udało się prześledzić. Zgodnie ze słowami Maćka Budzicha całość dyskusji przenosi się teraz do sfery czysto wirtualnej (choć oczywiście deklaracje na temat woli kontynuacji debaty -- także w rzeczywistości niewirtualnej -- padły).

Żeby zacząć trochę nie po polsku, zacznę od plusów -- czyli co (moim zdaniem) się udało i z czym wiążę pewne nadzieje na przyszłość.

Po pierwsze deklaracja Premiera Tuska o wycofaniu się z pomysłu RSiUN (wspominałem już o nim w jednym z wcześniejszych wpisów z 20 stycznia Cenzury ci u nas dostatek). Choćby dlatego warto było zorganizować to spotkanie i poświęcić swoje 3,5 godziny. Na razie jest to jedynie deklaracja (jak wiadomo, w przypadku Pana Premiera było już wiele takich), jednak wierzę, że środowisko internetowe -- które dzisiaj pokazało, że zorganizować się potrafi -- przypilnuje tego tematu.

Po drugie pojawienie się pomysłu utworzenia specjalnej platformy (nie mylić z tą obywatelską), za pomocą której odbywać by się mogły konsultacje społeczne ws proponowanych projektów ustaw rządowych. Jest w tym temacie jeszcze bardzo wiele pytań -- kto i na jakiej zasadzie mógłby wyrażać w tym temacie swoje zdanie, na ile było by brane ono pod uwagę, w jakim trybie odbywałyby się owe konsultacje, czy platforma służyła by również do konsultowania projektów ustaw pochodzących z innych źródeł (nie zapominajmy, że według obowiązującej Konstytucji RP nie tylko Rada Ministrów posiada kompetencję inicjatywy ustawodawczej). Dodatkowo warto pamiętać, że według słów jednego z przedstawicieli strony rządowej projekt takowego rozwiązania mógłby zostać przedstawiony już w lutym (tego roku?) -- mam nadzieję, że dobrze zapamiętałem ten fragment, niestety nie sporządziłem sobie z całości wyczerpujących notatek. Liczę na to, że chociażby obecni na debacie Jarek Lipszyc i Maciej Budzich byli w tym temacie bardziej przezorni.

Po trzecie chęć samego podjęcia rozmowy oraz zapewnienie o możliwości jej kontynuacji -- a także poszukiwanie nowych drug jej prowadzenia. Jestem realistą i wiem mniej więcej, czym różnią się deklaracje od realnych działań. Mimo wszystko zaistnienie tych pierwszych poczytuję jako pewną nadzieję na przyszłość.

Teraz niestety czas na tę mniej przyjemną część, czyli co według mnie było nie do końca w porządku.

Po pierwsze bardzo duża liczba ogółów -- i to zarówno ze strony rządowej, jak i zadających pytania (tak, tak -- można było ukłuć mocniej i celniej). Zdaję sobie sprawę z tego, że poruszana tematyka była niezmiernie szeroka i nie wymagam tego, aby padły już teraz konkretne deklaracje (chociaż -- o czym pisałem wcześniej -- warta jest odnotowania ta dotycząca RSiUN, jednak można ją traktować na zasadzie wyjątku, nie reguły). Poza tym -- co również chciałbym podkreślić -- nawet jeżeli pojawiały się szczegółowe pytania, w większości nie uzyskały one odpowiedzi strony rządowej.

Po drugie (co jest punktem ważnym) prawie w ogóle nie wzięto pod uwagę pytań zadawanych przez internautów -- a przynajmniej takie można było odnieść wrażenie, co na pewno nie przysporzy sympatii ani w stosunku do strony rządowej, ani do samej idei organizowania takich debat. Obserwowałem przez niemal cały czas dyskusję, jaka toczyła się na chat'ie Onet.pl (która to strona była rekomendowana przez zapytajpremiera.pl jako jedna z możliwych dróg zadawania podczas debaty pytań). Owszem, wymiana opinii była tam momentami niezwykle chaotyczna, spora część wypowiedzi albo omijała główny temat debaty, albo nie nadawała się do zacytowania, moderatorzy chyba nie przez cały czas dawali sobie radę z zapanowaniem nad ponad 400 zalogowanymi użytkownikami (co sprawiało wrażenie cenzury -- na własnej skórze przekonałem się, że niektóre moje komentarze nie zostały opublikowane). Ale jednocześnie warto zaznaczyć, że padło tam bardzo wiele stosunkowo szczegółowych i trafnych pytań, które nie miały możliwości przebicia się do głównej przestrzeni debaty (czyli tzw. reala). O ile się nie mylę podczas tych 3,5 godzinnej rozmowy tylko raz (sic!) odwołano się do opinii / zdania internautów (jakoś na początku debaty), dotyczyło to głosów wyrażonych na Flakerze. To zdecydowanie za mało, żeby internauci nie poczuli się zignorowani przez wszystkich uczestników spotkania. W takim razie albo robimy debatę z zaproszonymi gośćmi, która będzie transmitowana na żywo i do obejrzenia -- bez możliwości uczestnictwa w niej z zewnątrz, albo możliwość tego uczestnictwa w chociaż minimalnym stopniu starajmy się zrealizować.

Na razie tyle z przemyśleń "na gorąco" oraz takich pierwszych uwag dotyczących zarówno samej debaty, jak i dalszego losu projektu ustawy (tego, oraz projektów następnych).

Czekam na dalsze komentarze blogosfery w tej kwestii.

[edit i post scriptum]

Na jeden z pierwszych komentarzy już trafiłem -- co prawda osoby nie uczestniczącej w debacie, jednak komentarz jak najbardziej jej (znaczy się -- debaty) dotyczy. Chodzi oczywiście o Olgierda Rudaka, Lege Artis i Dlaczego uważam, że nie mam o co pytać premiera.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Niezależni.org [ku pamięci]

Wpis zdecydowanie okazjonalny, chociaż lepiej by było (w moim - jak również kilku[nastu] innych ludzi mniemaniu - gdyby takiej okazji nigdy nie było). Dzisiaj swoją działalność kończy miejsce dla mnie szczególne, przez długie lata utożsamiane z moim "internetowym domem", adresem, pod którym zawsze czułem się "u siebie". Zaczęło się kilka dobrych lat temu, kiedy kidzior (Marek Karcz) wpadł na pomysł zorganizowania strony do Listy Niezależnych Radia Łódź. Najpierw współpraca z Radiem Łódź, później przejście na własną rękę, wiele recenzji, informacji o koncertach (początkowo głównie z Łodzi, później pojawiały się informacje z Pabianic, Bełchatowa, Piotrkowa Trybunalskiego - aż w końcu nawiązano współpracę z jednym z krakowskich klubów..). W końcu organizowanie koncertów pod własnym szyldem (z banerem, który zaginął w akcji..), zloty bardziej i mniej świąteczne, ale zawsze w dobrych humorach i z niezapomnianymi akcjami. Dzieliło nas czasami prawie wszystko, łączyło zami...

Uliczna (sub)kultura strachu

Właściwie już nawet sam nie wiem, ile razy miałem taką sytuację. Jadę rowerem, przede mną ( vis-à-vis ) osoba / osoby z małym dzieckiem. Nagle "zorientowanie się w sytuacji", nerwowe przyciągnięcie dziecka do siebie, czasami dość głośne "uważaj, rower jedzie", "patrz przed siebie", "zejdź z drogi". Nie pozostaje mi w zasadzie nic więcej, jak tylko uśmiechnąć się do mijających mnie pieszych z maluchem i nieśmiało uśmiechnąć się, z nieukrywanym uczuciem zakłopotania. Niezmiennie, za każdym razem. Stałem się -- wbrew swojej woli -- uczestnikiem jednej z pierwszych lekcji "wychowania komunikacyjnego" tego młodego człowieka. Oto ja: rowerzysta, szybki, większy, "silniejszy", "ustąp mi miejsca". Oto on: pieszy, wolniejszy, "narażony na obrażenia, które mu niechybnie zafunduję, jeśli tylko nie zejdzie mi z drogi". Za chwilę pewnie pytanie "a gdzie ja jeżdżę, skoro mi dzieci prosto spod kół zabierają...

Przywróćmy myślenie

W sumie trudno mi powiedzieć, jakie uczucia towarzyszą mi, gdy czytam kolejne informacje dotyczące akcji przywracania lekcji historii w szkołach . Nawet nie chodzi mi o te całe dywagacje, jaki będziemy mieli patriotyzm ( a teraz jaki mamy? ), jaką wiedzę historyczną będą miały następne pokolenia ( a teraz jaką mają? ) czy jak "władza ogłupia lud". Spuszczę zasłonę milczenia na teksty wygłaszane przez obrońcę nauki historii, Łukasza Warzechę , który nie widzi potrzeby rozmowy z uczniami jako  "niepełnoprawmymi partnerami do dyskusji" . Z uczniami nie rozmawiałem - przyznał Warzecha. - Mam wrażenie, że uczeń na poziomie I klasy liceum nie jest w stanie ogarnąć wszystkich konsekwencji. Jeżeli ktoś ma 15 czy 16 lat to, nie chcę nikogo urazić, ale nie jest pełnoprawnym partnerem takiej dyskusji - uważa. [ 1 ] Nie wiem, jakie uczucia mi towarzyszą, gdy czytam te rewelacje, bo jest to coś pomiędzy śmiechem przez łzy i zażenowaniem. Rozpoczęto batalię o liczbę godz...