Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą Mundial 2010

I tylko chłopaków z San Marino żal.

Myślę o wczorajszym meczu - i w jakiś sposób szkoda mi chłopaków z San Marino (dla niezorientowanych, niezainteresowanych w żaden sposób piłką nożną - wczoraj reprezentacja Polski w piłce nożnej mężczyzn rozegrała swój kolejny mecz [drugi w cyklu eliminacji do Mistrzostw Świata 2010 ] z reprezentacją San Marino , wygrywając 2:0). Zawodnicy z San Marino stanęli przed dużą szansą wygrania drugiego (sic!) w swojej historii meczu z inną reprezentacją narodową, a ich dwie " stuprocentowe " sytuacje w pierwszej połowie (w tym niewykorzystany rzut karny) oraz fakt, że nie zdobyli w tym meczu gola - to zakrawa o cud (niektórzy tym cudem nazywają Łukasza Fabiańskiego ). Nawet Dariusz Szpakowski , zwykle tak emocjonujący się prawie każdym kopnięciem piłki w pole karne przeciwnika przez naszych , wczoraj zaledwie suchym komunikatem obwieszczał zdobycie dwóch kolejnych goli przez Smolarka i Lewandowskiego (uwaga - Roberta, nie Mariusza). Ale jak tu nie być załamanym, gdy zamiast jaki...

Się (nie?) przelewa

Po wczorajszym meczu polskiej reprezentacji nie zostało nic, tylko wyjść i się napić czegoś mocniejszego... Ja co prawda z tej opcji spędzania wieczoru nie skorzystałem, ale trójka naszych reprezentantów - Artur Boruc (wczoraj nie bronił, co nie znaczy, że się nie zestresował grą zespołu), Dariusz Dudka i Radosław Majewski - jak najbardziej. [1] O całym zajściu dowiedzieliśmy się dzisiaj wszyscy, gdy Leo Beenhakker postanowił uszczuplić na czas nieokreślony naszą kadrę o tych trzech zawodników (zostało to również potwierdzone przez towarzystwo wzajemnej adoracji i opłacania [2] ). Nie wiem, czy bardziej chciało mi się śmiać czy płakać, gdy okazało się, że tylko ta jedna noc była bardziej obfita w kontakty z napojami wyskokowymi wśród reprezentantów polskiego życia sportowego. Jeden z działaczy PZLA , przebywający z kadrą na Letnich Igrzyskach Olimpijskich w Pekinie tak bardzo chciał się przekonać o prawdziwości zieloności trawy w Chinach (pamiętał przecież sławne występy na otwarciu...

Nic się nie stało, Polacy...

Mecz nr 700 polskiej reprezentacji w piłce nożnej mamy już za sobą [1] . Jak to jest ogólnie przyjęte, okrągłe rocznice zawsze zachęcają (zmuszają?) mnie do refleksji. Znawcą nie jestem, także całość będzie z pozycji laika (nawet więcej - kibica kanapowca). Jestem jednak ciekawy, jaką część grupy kibiców reprezentuję (śmiem przypuszczać, że zdecydowaną większość - jednak specjalistycznych badań nie prowadziłem; mea culpa ). Zdumiewające jest to, jak czekam na kolejne mecze biało-czerwonych - z nadzieją kilkunastoletniego chłopca, który nadal wierzy, że tym razem nagle się przebudzą, że wzniosą się ponad wyżyny i nagle zobaczę prawdziwe Orły (Engela?) zamiast miotających się po podwórku wróbli. Ostatnie mistrzostwa Europy w Austrii i Szwajcarii nieco rozwiały wszelkie nadzieje kibiców na nadzwyczajne zmiany w polskiej piłce nożnej (rozbudzone nadzwyczajnie po sensacyjnym zwycięstwie nad Portugalią), zaś dziś - co warto zauważyć, 3 tygodnie przed pierwszym meczem eliminacyjnym do Mistr...