Wszyscy dobrze pamiętamy masowe protesty na ulicach wielu miast w Polsce i na tak zwanym świecie, jakie wybuchły na znak poparcia z walczącymi o swoje prawa Tybetańczykami [1] . Tysiące (jeśli nie miliony!) stały się nawet bardziej tybetańskie od Jego Świętobliwości Dalajlamy XIV Tenzina Gjatso (warto wspomnieć, że Dalajlama nie optuje za pełną niepodległością Tybetu, walczy zaś o poszanowanie praw Tybetańczyków do własnej kultury oraz religii... i egzekwowanie zapisów konstytucji chińskiej dotyczących Tybetańskiego Regionu Autonomicznego ). Ja niestety (lub też stety) z racji studiów patrzę na politykę międzynarodową bardziej przez okulary realpolitik niż wishful thinking . A fakty są niepodważalne - chiny w tym momencie są potęgą gospodarczą i praktycznie żadnego z wielkich krajów Zachodu "nie stać", na zadzieranie z tym ekonomicznym gigantem (czy na "glinianych nogach", to może okazać się w przeciągu najbliższych lat... ale jednak gigantem). Obrońco praw Tybetu...