Przejdź do głównej zawartości

Posty

Ustrojowa rewolucja

Patrząc od czasu do czasu na migawki z sali obrad Sejmu RP można się poważnie zastanawiać, jak to jest właściwie z liczbą naszych przedstawicieli w budynku na Wiejskiej w Warszawie (swoją drogą, czasami wydaje mi się, że ta nazwa to tak specjalnie...). Żeby rozwiać wszelkie wątpliwości, sięgnąłem do Konstytucji z 02.04.1997 , gdzie w art. 96, ust. 1 stoi jak niżej: Sejm składa się z 460 posłów. Wydaje się to oczywistą oczywistością , ale patrząc na te przepełnione sale posiedzeń... Być może podobna refleksja dopadła Prezesa pierwszej i ostatniej partii rządzącej w IV RP (przystawek nie liczę), bo doszedł on do błyskotliwego wniosku, że czas ograniczyć to towarzystwo wzajemnej adoracji i wspierania. W końcu 360 nieobecnych będzie wyglądało lepiej niż 460, prawda? A że Senat w naszym systemie politycznym jest nieodłącznie ustrojowo związany z Sejmem, to i jego można skrócić (że się tak wyrażę) o głowę; a właściwie to o 50 głów. Rękawica została rzucona (nie po raz pierwszy, ale mnie...

Rosyjska farsa z Katyniem w tle

Wydawało mi się, że do różnych rosyjskich wybiegów już się przyzwyczaiłem. I muszę przyznać (całkiem poważnie), że co jak co, ale dyplomację rosyjską za kreatywność zawsze podziwiałem i mimowolnie darzyłem z tego powodu pewnym szacunkiem. Dość wspomnieć o pomyśle, jaki wysunęła (jeszcze wtedy) radziecka dyplomacja na jednej z konferencji rozbrojeniowych w okresie zimnej wojny. Pierwszym postulatem radzieckim było... całkowite, natychmiastowe i bezwarunkowe rozbrojenie (jako że Związek Radziecki był krajem ponad wszystko kochającym pokój). Na taki ruch na pewno nie zdobyła by się żadna inna dyplomacja świata, a Rosjanie zapewnili sobie na wyjście idealną pozycję przetargową (jeżeli coś im się nie podobało mogli mówić - ale my chcemy całkowitego rozbrojenia ; jak coś było po ich myśli - co prawda to nie jest całkowite rozbrojenie, którego my chcemy, ale w dużym stopniu może nas to zbliżyć do celu ) * . Dyplomatyczny majstersztyk. * [przypomniała mi się również pewna anegdota, ilustrując...

Jälkikirjoitus (post scriptum) - nowy projekt

W internecie w ostatnim czasie powstał nowy ( jednoosobowy ) projekt o nazwie Jälkikirjoitus (z j. fińskiego - post scriptum ), w którym mam przyjemność uczestniczyć. Według założeń jego twórcy, ma on być poświęcony literaturze ( sensu largo lub sensu stricto , nie zostało to jeszcze dostatecznie sprecyzowane). Nowy projekt internetowy będzie miał formę bloga, zaś kolejne notatki będą pojawiały się w zależności od czasu, natchnienia oraz wi-dzi-mi-się autora, który nawet nie będzie próbował silić się na jakikolwiek obiektywizm (a niech też każdy z Szanownych Czytających zdefiniuje sobie to pojęcie, jak mu tylko podpowiada Jego dotychczasowe doświadczenie [nie]życiowe - zapewne w każdej z tych definicji będzie jakaś szczypta prawdy). Pragnę jednakowoż zauważyć, że w żadnym wypadku informacja ta nie oznacza zaniechania prowadzenia lokalnych Imponderabiliów - Projekt Jälkikirjoitus jest zupełnie niezależny, wydzielony zaś został z projektu-matki ze względu na swój szczególny (przewidywa...

Życzy sobie Pani z grzybkiem, czy bez...?

Właśnie został ogłoszony - przez studencki miesięcznik " ?dlaczego " - ranking najlepszych akademików w Polsce. Jak donosi łódzka "Wyborcza", wśród 10 najwyżej ocenionych są aż 3 akademiki z Łodzi: X Dom Studenta Uniwersytetu Łódzkiego "Olimp" , II Dom Studenta "Balbina" oraz VI Dom Studenta Politechniki Łódzkiej [1] . Dodam jeszcze - z całą sympatią dla Krakowa - że to właśnie Uniwersytet Jagielloński "wystawił" drugą po łódzkich uczelniach liczbę akademików w rankingu (czyli dwa - "Nawojkę" i "Żaczka"). Uwagę moją w artykule skupiło zdanie koleżanki Kasi Kopczyk, mieszkanki "Balbiny", która dość konkretnie skwitowała sytuację ocen akademików ze studenckiego punktu widzenia": O wyższości łódzkich akademików nad innymi mówią dwie studentki z sąsiadującej z "Olimpem" "Balbiny". Katarzyna Kopczyk: - Słyszałam, że w Krakowie za "dwójkę" z grzybem na ścianie trzeba zapłacić ...

Wpis okazjonalny - noworoczny.

Wpis wyjątkowo okazjonalny, leniwy i nie-niepokojony, jak ten pierwszy dzień nowego roku. Powolne myśli przewijają się pod wyjątkowo ciężką kopułą umysłu, wspomnienia minionej nocy wydają się tak nierealne, choć przecież tak nieodległe. Trwa nieustanna walka między tym, co jest - a tym, co nastąpi już dnia następnego - świadomością milionów rzeczy, które były na wczoraj. Walka nierówna, skazana na porażkę - ale toczona do końca. Na ten czas walki, zmagania się ze światem i - przede wszystkim - z własną osobą, życzę wszystkim dużo odwagi, siły, cierpliwości i tego, czego nigdy nie ma pod ręką, kiedy jest akurat potrzebne ;-) Nawet nie będę pisał tego, że życzę, aby następny rok był lepszy od tego minionego, bo i tak się to nie spełni. 2009 nie będzie ani zdecydowanie lepszy, ani zdecydowanie gorszy - będzie dokładnie taki, jakim ma być - i jakim my sami go uczynimy (z jakąś pomocą tego, co poza nami). Życzę, abyście zawsze potrafili przyjąć to, co przyjdzie :-) Z podziękowaniami dla Man...

Sprostowanie

Tytuł ma właściwie podwójne znaczenie. Po pierwsze winien jestem pewne sprostowanie, dotyczące informacji podanych we wpisie z 13 grudnia 2008 (" Kryzys? Nie u nas. "). Zgodnie z orzeczeniem sądu sprostowanie, jakie winien jest wygłosić poseł Zbigniew Ziobro nie jest środkiem karnym, a jedynie elementem zadośćuczynienia z powodu wyrządzonej szkody. W związku z tym nie będzie miał do tego przypadku zastosowania wspomniany przepis z art. 57 Kodeksu wykroczeń - także drodzy przyjaciele pana Zbigniewa z PiS (i nie tylko) - zaczynajcie hojnie otwierać swoje portfele ;-) Błądzić jest rzeczą ludzką, jednak w ramach przyzwoitości należy przyznać się do błędu i w miarę możliwości naprawić jego skutki. Prawda, panie pośle? Ale w tym miejscu może być pewna ciekawostka. Pan poseł Zbigniew Ziobro nie musi się bać aż tak bardzo o swoje mieszkanie i kondycję finansową - o ile jest to jeszcze możliwe, jest zdecydowanie prostszy i mniej kosztowny sposób załatwienia tej kwestii - wystarczy zwo...

A dzień święty - Święcić

W niedzielny wieczór zabrałem się za pisanie listu do bliskiej mi osoby. We wcześniejszej rozmowie z Nią padło stwierdzenie, że nie jest przypadkiem czas, w którym ten list piszę (oczywiście w swej przekorze przesympatycznej ta Niewiasta Droga nie omieszkała wspomnieć mi o tym, że po całym weekendzie to Ona się co najmniej elaboratu spodziewa, a ja pisać zaczynam dopiero teraz ;-) ). Dlaczego pisałem dopiero w niedzielny wieczór? Dla mnie było to oczywiste (taki element nowej świeckiej tradycji). Niedzielny wieczór to dla mnie czas wyjątkowy, czas przeznaczony dla moich najbliższych lub dla mnie - na to, co lubię, na to, co sprawia mi przyjemność. Często są to sprawy, na które ciężko w tygodniu wygospodarować czas - które często robi się może i z nie mniejszym zaangażowaniem, ale jednak w pewnym pośpiechu, myśląc nad tym, co jeszcze jest do zrobienia. W niedzielny wieczór robię sobie gorącą herbatę, włączam muzykę, którą lubię - i piszę list, starając się zebrać wszystkie myśli (te ...